AUTOPSJA

Idąc do kina na ten film, myślałam, że po obejrzeniu tylu horrorów nic mnie już nie zaskoczy ani nie wystraszy. Bo cóż można więcej wymyślić w tym temacie, tak by nie przypominało połowy dzieł tego gatunku? Okazało się, że jednak można.

„Autopsja Jane Doe” trzyma w napięciu przez cały czas. Oglądając, bałam się niesamowicie i wciąż powtarzałam sobie w głowie „po co ja tu przyszłam” i kilka razy nawet pomyślałam, czy nie lepiej było by po prostu wyjść trochę wcześniej. Zostałam jednak do końca, bo zaciekawiła mnie historia Jane Doe.

Nie chciałabym tutaj pisać o czym jest ten film, bardzo dużo sugeruje sam tytuł. Właściwie nie ma czego opowiadać, bo cała akcja dzieje się w jednym miejscu, jest trzech aktorów, jedno ciało, z zamkniętą w sobie tajemnicą i… kilka ciał bez tajemnic. I właśnie to jest niesamowite w tym horrorze. Nie ma zawiłej historii, jest kilka pobocznych wątków i Jane Doe. I wszystko to tworzy rewelacyjną całość, która czasem zmusza do zamknięcia oczu, jednak nie po to żeby uciąć sobie drzemkę.

Szczerze polecam ten film, szczególnie osobom, które tak jak ja(głupia), były przekonane, że wszystkie dobre horrory zostały już stworzone i nigdy lepszych nie będzie. Odbiega on znacznie od „typowego horroru”, w którym dom jest nawiedzony lub ktoś bawi się w wywoływanie duchów. To nie to. Są za to zaskakujące, trzymające w napięciu momenty, które naprawdę warto zobaczyć.