DOBIJ MNIE WRESZCIE! DOBRY WSZECHMOGĄCY BOŻE

Ciało moje  w reżyserii Marka Pasiecznego nie jest spektaklem łatwym, ale problem, który porusza z pewnością wart jest pokazania na scenie.

Główna bohaterka – Wiktoria (w tej roli dwie aktorki!) doznaje wylewu i zostaje sparaliżowana. Od tej chwili może jedynie leżeć i być niemym świadkiem  kryzysu rodzinnego, którego mimowolnie stała się przyczyną.

Uwięziona  we własnym ciele bohaterka oraz uwikłani  w niezwykle trudną sytuację członkowie jej rodziny, zdają się szamotać rozpaczliwie i bez celu, na siłę starając się odnaleźć resztki normalności.

Paradoksalnie to nie Wiktoria  wymaga tu największej opieki, choć to łóżko chorej staje się centrum wydarzeń. Trudne momenty weryfikują relacje między członkami tej rodziny.  Teraz już nie można problemów przemilczeć. Misterna sieć pozorów, budowanej przez lata,  zaczyna się niebezpiecznie szybko rwać. Czas się zatrzymał, a ważne miejsce zaczyna zajmować refleksja nad tym, kim tak naprawdę dla siebie są.

Pytanie o obecność Boga i jego rolę w tej konkretnej rzeczywistości staje się niezwykle istotne. Wielokrotnie bohaterka zapyta go wprost:

„Słyszysz, czy Ty mnie słyszysz?„

Jaki jest bowiem sens jej istnienia, skoro w żaden sposób nie może wpływać na rzeczywistość?

Na uwagę zasługuje nie tylko problem postawiony w spektaklu  ale także kostium głównej bohaterki, symbolizujący jej niemożność uwolnienia  się z bezwładnego ciała. Bohaterka pozostaje niejako samym głosem, i to głosem we własnej głowie, którego (niestety) nie chce usłyszeć nawet Bóg.

Rozpacz i obwinianie Boga o okrutny los wydaje się jednak niczym w obliczu troski o drugiego człowieka. Problem córki staje się ważniejszy od zniewolonego ciała. W tym kluczowym momencie główna bohaterka poniża się ostatecznie, padając na kolana przed Bogiem, którego chwilę wcześniej znienawidziła.  Niezwykle przejmująca scena w wykonaniu Dagmary Noszczyk nie pozostawia złudzeń. To nie my tworzymy naszą rzeczywistość, jest coś ponad nami, wobec czego zawsze będziemy czuć się  bezsilni.

Paradoksalnie te wszystkie rozważania nie mają większego sensu, pozostaje  tylko życie tu i teraz –  zapalony papieros, widok na alejkę-tak misternie zaplanowany  jeszcze przez wypadkiem… Celebracja chwili  to mimo wszystko nadzieja na ocalenie resztek normalności. Teraz, gdy już wszystkie żale zostały wylane, wszystkie trudne emocje nazwane, a rzeczywistość zaakceptowana, pozostaje jedynie zacząć od nowa, nie oglądając się wstecz.