HISTORYCZNE GDYBANIE, CZYLI O TWÓRCZOŚCI MARCINA CISZEWSKIEGO SŁÓW KILKA

Na koniec wreszcie nawet ostateczny wynik całej Wojny nie zawsze może być uważany za absolutny. Państwo pokonane widzi go tylko jako przemijające zło, które w późniejszym terminie może się dać zrównoważyć działaniami politycznymi.
Carl von Clausewitz

Pamięć i tożsamość

Wczoraj przypadała 411 rocznica bitwy pod Kircholmem, w której czterotysięczne wojska polsko-litewskie pod dowództwem Jana Karola Chodkiewicza rozgromiły ponad trzykrotnie liczniejszą armię szwedzką pod dowództwem Karola Sudermańskiego. Straty Szwedów szacowane są na 6-9 tys. żołnierzy. W armii polskiej poległo… 100 osób. Słysząc tę historię w porannym paśmie radiowym pomyślałem o tym, że ta zwycięska bitwa (jak i wiele innych) zatarła się
w świadomości Polaków, zasłonięta przez tragedię II Wojny Światowej i komunistycznego zniewolenia. Oczywiście biorąc pod uwagę bliskość i skutki tych wydarzeń jest to całkowicie zrozumiałe. Niemniej – warto pamiętać, że nie zawsze przegrywaliśmy bitwy/wojny, ale że były także momenty naszej chwały (choć zazwyczaj nie wykorzystanej). Tyle tytułem wstępu.

Uwaga! Pisarz!

Na szczęście dla nas, na chwilę obecną w Polsce nie ma miejsca żaden konflikt zbrojny, a można nawet rzec, że młode pokolenie żyje w czasach względnego pokoju i dobrobytu. Być może dlatego ktoś, mający czas i możliwości, może sobie pozwolić na rozmyślanie nad alternatywną historią Polski. Taki marzyciel z wyobraźnią, który w połączeniu z wiedzą
i lekkim piórem, przynajmniej na papierze pisze historię na nowo. Taki ktoś jak Marcin Ciszewski. Jest absolwentem Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego ze specjalizacją historia najnowsza, który od lat, choć nie uprawia historii zawodowo, interesuje się przebiegiem II wojny światowej, ze szczególnym uwzględnieniem kampanii wrześniowej. Ma wiedzę, talent. Okazuje się również, że niezwykłą, śmiałą wyobraźnię.

Bolszewika/nazistę/araba* goń, goń!                                                                           * niepotrzebne skreślić

Otóż Marcin Ciszewski postanowił, przynajmniej na papierze, dokonać rewizji historycznej. Opowiedział historię pełną, nie pozbawioną wad, ale przekonywującą. Historię, w której w wir piekła Września 1939 roku sprowadzony zostaje (za pomocą współczesnej aparatury wojskowej, a dokładnie urządzenia MDS) elitarny batalion Wojska Polskiego z… 2007 roku. Żołnierze, którzy mieli brać udział w misji stabilizacyjnej w Afganistanie, ku swojemu zdziwieniu pojawiają się na tyłach niemieckiej armii, w przeddzień Bitwy pod Mokrą. Oczywiście, choć ich uzbrojenie, doświadczenie i wiedza są niezaprzeczalnym argumentem w walce z najeźdźcą, to tylko czytelnik naiwny może uwierzyć, że nasi bohaterowie są
w stanie zmienić bieg zdarzeń. Mimo tego jednak czytając „trzyma się kciuki”. Ciszewski bowiem stworzył powieść na wskroś sienkiewiczowską, książkę mającą podtrzymać na duchu, ale zrobił to jak przystało na pisarza XXI wieku
z właściwą tym czasom nutką cynizmu. Bo „CyklWojna.pl” to historia, w której widzimy całą kondycję człowieka, z jego bohaterstwem, ale i zdradą, patriotyzmem i zwykłą chciwością, gdzie miłość towarzyszy nienawiści, a honor zastępowany jest koniunkturalizmem.

Dramaty zagubionych

Pokonując kolejne tomy (a my do przeczytania aż sześć) poznajemy nie tylko odkrywane powoli skrawki tajemnicy, jaką jest możliwość przeniesienia się w czasie, ale również widzimy zmiany, jakie zaszły w wyniku wpływu na historię. Nie zawsze są to zmiany na lepsze. Zderzenie dwóch epok pokazuje, że różnice mentalne nierzadko są równie trudne do pokonania, jak cywilizacyjne. Jedyną wspólną dziedziną staje się Rzeczpospolita, dla której służba niezmiennie oznacza to samo – poświęcenie.

Apel

Aż prosi się, by przenieść historię Pierwszego Samodzielnego Batalionu Rozpoznawczego na ekrany kin. Jeśli tę recenzję czyta ktoś wpływowy i majętny – zachęcam do przemyślenia tej kwestii. Na zachętę demo trzeciej części cyklu pt. „Major”:

P.s Wszystkich mniej majętnych zachęcam do lektury cyklu (egzemplarze dostępne są w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Zabrzu). A Marcina Ciszewskiego proszę jedynie, by nie przestawał marzyć.