KOCHAM… NIE KOCHAM… – czyli co nas kręci w seksie?

Tęsknota, fascynacja, czułe słówka, wymowne spojrzenia, seks…To chyba miłość? A jeśli nie miłość, to przynajmniej zauroczenie.

Miłość nas uwodzi, kokietuje, uskrzydla lub … zniewala. Chętnie podejmujemy tę ryzykowną grę o szczęście, chętnie się zakochujemy i oczywiście nade wszystko pragniemy wzajemności.
Możemy prowadzić całkiem przyzwoite życie, wykonując mniej lub bardziej pożyteczną pracę, możemy zapełnić sobie czas wszelkimi możliwymi rozrywkami, ale pragnienie bliskości drugiego człowieka to potrzeba, której nie da się zagłuszyć.
Adam Miauczyński – bohater spektaklu ” Kocham” właściwie od początku wie, czego chce – chce kochać. Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności na spełnienie tego pragnienia nie musi długo czekać – spotyka kobietę swoich marzeń – Małgorzatę ( w tej roli Joanna Romaniak). No właśnie… Jak to zwykle bywa z marzeniami, często nijak mają się one do rzeczywistości. Początkowa sielanka (nie licząc niezbyt udanego, choć zabawnego jednocześnie przypadkowego spotkania) zamienia się w groteskową grę dwojga ludzi. Grę, w której trudno doszukać się zasad.
Owszem, zabawne jest początkowe rozkoszowanie się bohaterów własnym „szczęściem”. Zabawne są też ich próby dopasowania swoich seksualnych temperamentów i potrzeb (słusznie spektakl opatrzony jest klauzulą-dozwolone od lat 16!). Z uśmiechem na ustach ogląda się niemal młodzieńcze (mimo dojrzałego wieku bohaterów) wybuchy zazdrości i nerwowe wyczekiwanie na spotkanie. Nie myślcie jednak, że ta sielanka będzie trwała wiecznie. Po początkowej fascynacji związek dwojga bohaterów zaczyna ich coraz bardziej uwierać (widzów również!) . Bo czy z dwóch samotności da się zbudować prawdziwą i zdrową relację?
Kochać, to znaczy także tęsknić. Tęsknota bohaterów wynika jednak z ich wewnętrznej pustki. Adama i Małgorzatę łączą przede wszystkim niezaspokojone potrzeby. Każde oczekuje ich spełnienia, ale żadne paradoksalnie nie jest zdolne do kompromisu .Bohaterowie nie potrafią stworzyć dojrzałej relacji, więc poprzestają na cielesności. To nie może się dobrze skończyć. Zamiast zrozumienia, mamy więc wzajemne oskarżanie, zamiast zaufania – histeryczną zazdrość, zamiast harmonii – ciągłą niepewność. Właściwie stan nie do zniesienia dla człowieka.
”Każde z nas jest osobno” – powie w końcu Adaś, zdając sobie sprawę z pogrzebanej nadziei na związek, który miał uczynić go szczęśliwym.
Przerażająca jest toksyczność tego związku, fascynująca ogromna siła namiętności, z jaką bezskutecznie próbują walczyć bohaterowie. Smutna natomiast ich samotność „we dwoje”.
Spektakl zdecydowanie wart zobaczenia, przede wszystkim dzięki postaci Adama Miauczyńskiego (w świetnym wykonaniu Grzegorza Cinkowskiego) oraz ciekawej scenografii Marka Mikulskiego. Na uwagę zasługuje też dobre wykorzystanie przez reżysera potencjału zawartego w tekście, ze szczególnym podkreśleniem komizmu nie tylko słownego i sytuacyjnego, ale także w doborze obsady głównych bohaterów.

Najbliższy spektakl „Kocham” już 24 kwietnia w Teatrze Nowym!