KOMU MOŻNA UKRAŚĆ KULTURĘ?

W skrajnie homogenicznych społeczeństwach – a takim bez wątpienia jest polskie – niektóre zjawiska rozpalające debatę na zróżnicowanym kulturowo Zachodzie, nie mają prawa bytu. Nie znaczy to jednak, że nie warto się nad nimi pochylać i oceniać ich zasadności. Szczególnie, że w tych niespokojnych czasach z błahych obserwacji mogą czasem płynąć głębokie wnioski. Jednym z powtarzających się zarzutów stawianych współczesnej kulturze masowej jest jej tendencja do tzw. cultural appriopriation. Termin ten można na polski przetłumaczyć jako przejmowanie kultury, jednak nie w znaczeniu akulturacji, gdzie wymiana taka odbywa się w naturalny sposób, ale w znaczeniu bezrefleksyjnego zawłaszczania elementów kultury jakiejś grupy społecznej przez inną grupę.

O co chodzi?

Dyskusja ta szczególnie intensywnie przetacza się przez Stany Zjednoczone, będące jednocześnie kulturowym tyglem i centrum światowego przemysłu rozrywkowego. Ostatnio kontrowersje wywołał teledysk grupy Coldplay z gościnnym udziałem amerykańskiej wokalistki r’n’b – Beyoncé. Sceny do klipu kręcone były w Indiach, a artystka wystąpiła w nim w tradycyjnym hinduskim sari. Na portalach społecznościowych szybko wywiązała się dyskusja czy taki strój gwiazdy pop i pokazywanie Indii w stereotypowym świetle (Bollywood, brudne ulice, dzieci biegające samopas) nie jest przykładem cultural appriopriation. Za dowód, że takie rozważania są dla Amerykanów naprawdę istotne niech posłuży artykuł, który ukazał się w internetowym wydaniu Time’a.

O próby anektowania obcej kultury oskarżana była spora grupa artystów, a wśród nich m.in.: Madonna, Eminem, Miley Cyrus, Macklemore, Gwen Stefani czy Iggy Azalea. Te międzynarodowe gwiazdy łączy jedno: są białe. I tu docieramy do sedna problemu, który z perspektywy Polski może wydawać się niezrozumiały. Gdyby w Polsce ktoś oskarżył rapera Peję, pianistę Możdżera czy bluesmana Irka Dudka o zawłaszczanie kultury czarnoskórych Amerykanów, w najlepszym przypadku spotkałby się z lekceważącym wzruszeniem ramion. Tutaj wszyscy są biali, a kontekst historyczny pozbawiony jest kolonizacji, niewolnictwa i instytucjonalnego rasizmu, który według wielu Afroamerykanów jest ciągle żywy w USA. Nie ma więc powodu by przypuszczać, że polscy muzycy w cyniczny sposób monetyzują obcą kulturę, przeciwnie, raczej to westernizacja i amerykanizacja wymusiła na rodzimym rynku muzycznym dostosowywanie się do globalnych trendów kosztem specyficznie polskiej twórczości. Inaczej sprawa ma się w jednak kraju, gdzie biała większość przez wieki dominowała na czarnoskórą mniejszością. I tu, mam wrażenie, tkwi klucz do zrozumienia całego problemu.

szymon1
Iggy Azalea, Miley Cyrus, Eminem – artyści oskarżani o cultural appriopriation

Absurd i sprawa polska

W wielu opiniach na temat cultural appriopriation pojawiają się argumenty próbujące sprowadzić całą koncepcję ad absurdum. Można przeczytać np. „że skoro Miley Cyrus nie powinna twerkować [rodzaj tańca wywodzącego się z kultury Afroamerykańskiej], to niech czarnoskórzy nie korzystają z żarówek, bo wynalazł je Edison, a on był biały”. Oczywiście ta pozorna logika to wyłącznie dowód na tzw. „syndrom oblężonej twierdzy” na jaki cierpi dominująca większość w USA, która czuje się niesprawiedliwie potraktowana. Nie zwraca się przy tym uwagi, że takie usilne pragnienie zachowania odrębności przez mniejszości Afroamerykańskie, Latynoskie czy Azjatyckie, wynika bezpośrednio z wieków traktowania ich kultury jako czegoś gorszego i bezwartościowego, a więc właśnie z niesprawiedliwego traktowania.

Gdyby nie koszmar II wojny światowej, Zagłada polskich Żydów, a następnie masowe przesiedlenia mniejszości narodowych, również żylibyśmy w zróżnicowanym etnicznie i kulturowo społeczeństwie. Może wtedy mieszkający w Polsce Żydzi, Ukraińcy, Białorusini, Niemcy, Romowie, Łemkowie, Ślązacy, Kaszubi mieliby pretensje, że media pokazują ich społeczności używając stereotypowych klisz, a Polacy wykorzystują elementy ich kultury w arogancki sposób. Tego – i chyba można dodać, że niestety – nigdy się nie dowiemy.

Efektywny przebieg komunikacji międzykulturowej bardzo często zależy od rozumienia kontekstu. Niełatwo jest prawidłowo odczytać emocje i zamiary osób, których doświadczeń się nie podziela. Wydaje mi się to szczególnie istotne w dobie ekstremizmu, tak boleśnie dotykającego obecnie Europę. Działania terrorystów wywołują nastroje sprzyjające pomijaniu kontekstu i ignorowaniu szerszej perpektywy, co prowadzi do niesprawiedliwych uogólnień, a ostatecznie może doprowadzić do bezsensownej i groźnej eskalacji przemocy. Myślę, że warto mieć to na uwadze.

Zainteresowanym polecam anglojęzyczne teksty:

[1] What’s Wrong with Cultural Appropriation? These 9 Answers Reveal Its Harm

[2] What Is Cultural Appropriation and Why Is It Wrong?