MARZENIE O E-BIBLIOTECE

 

Często zdarza mi się, że gdy wspominam o swojej miłości do e-booków, w odpowiedzi słyszę jakiś wariant zdania: „Ja tam wolę prawdziwe, papierowe książki!”. Zwykle padają różne emocjonalne (i irracjocjonalne) argumenty jakoby książki miały dusze, a zapach papieru prosto z drukarni, wywoływał same piękne skojarzenia. I oczywiście każdy ma tu prawo do własnej opinii, a dla rynku księgarskiego i pracowników tego sektora to tylko lepiej. Ja natomiast czytam za dużo, za mało zarabiam i prawie w ogóle nie mam miejsca. Dlatego wybieram e-książki i dlatego wciąż czekam na jakąś formę internetowej biblioteki, z której mógłbym korzystać na podobnej zasadzie, co użytkownicy tradycyjnych bibliotek.

Co już jest?

Książki w wersji elektronicznej bywają tańsze od swoich papierowych odpowiedników. Nie jest to tak widoczne jak nakazywałby zdrowy rozsądek, ze względu na różnice w podatku VAT. Książki obłożone są obniżoną (5%), dokumenty elektroniczne standardową (23%) stawką tego podatku. Ciągle jednak wiele internetowych księgarni oferuje ciekawe promocje, kody rabatowe, kilkudniowe wyprzedaże, na których można za dobre pieniądze nieźle się obkupić. W polowaniu na okazje znakomicie przydaje się serwis Świat Czytników, gdzie znaleźć można wszystkie aktualne obniżki. Bardzo ciekawą inicjatywą jest również BookRage, gdzie raz na jakiś czas (najczęściej co kilka tygodni) wystawiany jest pakiet e-książek, za który można zapłacić jakąkolwiek kwotę od 1 złotego w górę. Po przekroczeniu średniej lub określonego progu, nabywca dostaje dodatkowe książki. Akcja cieszy się dużą popularnością i oferuje nierzadko po raz pierwszy zdigitalizowane pozycje. W taki sposób można sporo zaoszczędzić, ciągle jednak takie rozwiązania nie zbliżają się nawet do zalet biblioteki.

Najbliżej do czegoś, co można uznać za próbę stworzenia quasibibliotecznej platformy jest portal Legimi. Tam za cenę miesięcznego abonamentu otrzymujemy możliwość korzystania z pokaźnych zasobów książek, które czytać możemy za pomocą specjalnej aplikacji. Rozwiązanie to udostępnia u siebie (jako dostęp do specjalnego, darmowego konta) sieć wrocławskich bibliotek. Niestety, są też minusy. Po pierwsze zbiór książek, chociaż wciąż powiększany, nie prezentuje się zbyt imponująco. Wciąż mało jest ambitniejszych tytułów, literatury faktu, reportażu. Dość wysoka wydaje się też cena abonamentu, na przykład na tle serwisów streamingowych oferujących muzykę (Spotify, Tidal) czy seriale (Netflix). Kolejnym minusem, w moim przypadku niezwykle istotnym, jest mała funkcjonalność samej aplikacji do czytania. E-booki mają bowiem wśród swoich zalet kilka innych, niż wymienione wyżej: ich nakład się nie wyczerpuje, dostępne są od razu w momencie zakupu, miejsce zamieszkania nie wpływa na ich dostępność. Dodatkowo mogą przy użyciu bezpłatnego syntezatora mowy, dostępnego do instalacji praktycznie na każdym smartfonie, przekształcać się w audiobooki. Dla mnie jako osoby słabo widzącej i posiadającej dużo czasu, w którym zajęte są ręce, ale nieobciążona głowa, takie rozwiązanie jest idealne. Wtedy kiedy chce książki czytam, gdy nie mogę – słucham ich. Syntezatory mowy są wciąż udoskonalane i naprawdę wystarczy niewiele samozaparcia w przyzwyczajeniu się do sposobu czytania przez algorytm, a później kompletnie się zapomina, że to wcale nie czytający człowiek. Tej opcji nie ma w aplikacji serwisu Legimi.

A czego wciąż nie ma?

To co udaje się serwisom prasowym, muzycznym, filmowym, wciąż nie udało się w sferze literatury. E-prasa to z pewnością dobra i raczej nieuchronna alternatywa dla gazet, kreująca szereg nowych modeli rozpowszechniania treści; streaming muzyki, filmów i seriali ogranicza piractwo i kolportowanie nielegalnych treści, bo gdy za niewielką opłatą można coś mieć legalnie, dla wielu przestaje się opłacać kombinować. Instytucje kultury digitalizują starodruki, mapy, wiekową prasę. Ośrodki naukowe często w swoich portalach internetowych oferują dostęp do uniwersyteckich publikacji naukowych w wersji elektronicznej. Również tytuły, które przeszły już do domeny publicznej (a więc wygasły do nich prawa autorskie), zostały objęte cyfryzacją i dostępne są np. na platformie Wolne Lektury. Wszystkie te inicjatywy nie zaspokajają jednak potrzeb czytelnika w takich zakresie, w jakim robi to zwykła miejska biblioteka. I być może tak pozostanie. W każdym razie jeśli ktoś wymyśli w jaki sposób udostępnić miłośnikom e-książek przepastne zbiory, umożliwić im korzystanie z wszystkich funkcjonalności, nakłonić do współpracy autorów i wydawców, a jeszcze na tym wszystkim nie stracić, to ja będę pierwszy w kolejce do gratulowania, a następnie do czytania.

(PS. Celowo nie umieszczam linków do wymienianych w tekście portali. Ten tekst nie ma na celu reklamowania któregokolwiek z nich.)