MICKIEWICZ W CHORZOWIE – TEATR W SKANSENIE, CZYLI Z WIZYTĄ ZA MIEDZĄ

Są dziwy w niebie i na ziemi, o których
ani śniło się waszym filozofom.

William Szekspir

Adam Mickiewicz na Śląsku najprawdopodobniej nie pojawił się, ale za to już jego twórczość jak najbardziej. Na deskach teatrów wielokrotnie mierzono się z myślą wieszcza, rzadziej próbowano ją pokazać w przestrzeni plenerowej. Choć oczywiście można by wymienić kilka takich udanych prób. Przykładem może być sobotni spektakl pt. „Dziady cz. II”
w wykonaniu aktorów Teatru Nowego w Zabrzu, który miał miejsce w wyjątkowej scenerii Górnośląskiego Parku Etnograficznego w Chorzowie.

Występ przyciągnął tłumy widzów, które już godzinę przed spektaklem ustawiły się do kas Skansenu. Zapewne wpływ na to miał wyjątkowy klimat miejsca, doskonała pogoda i zwykła ludzka ciekawość. „Dziady” (reż. Irena Jun) grane już od ponad 16 lat w Zabrzu są inscenizacją wiernie oddającą klimat dramatu Mickiewicza. Wielokrotnie chwalona scenografia (autorstwa Jerzego Kaliny) otrzymała nawet Złotą Maskę w 2001 roku. Pojawia się pytanie – w jaki sposób można przenieść ten wypracowany klimat ze sceny teatru na wydeptany trakt chorzowskiego skansenu? Odpowiedź znalazł Zbigniew Stryj (zastępca Dyrektora ds. Artystycznych Teatru Nowego
w Zabrzu), wprowadzając… procesję. Pochód złożony z Guślarza, widzów i dołączających kolejno duchów stał się preludium, w trakcie którego, poza kwestiami aktorów, słychać było jedynie stukot kół wozu drabiniastego, który przewodził procesji oraz dźwięki liry korbowej, na której grała Marzena Mikuła-Drabek (Kierownik Muzyczna Teatru Nowego w Zabrzu). Wsłuchując się w tę zapomnianą już melodię, uczestnicy pochodu podeszli pod bramę kościoła. Od tego momentu możemy powiedzieć o rozpoczęciu zasadniczej części „Dziadów”. Nie sposób jednak nie podkreślić roli części wprowadzającej.

Spektakl, rozgrywany w scenerii kościoła z Nieboczowa z roku 1791, spodobał się widzom, czego wyrazem były gromkie brawa, którymi nagrodzono aktorów. Trzeba przyznać, że w pełni uzasadnione, gdyż słowa „ciemno wszędzie, głucho wszędzie” wypowiadane w momencie zapadającego zmroku działały na wyobraźnię i pozwalały wczuć się w klimat obrządków naszych przodków. Do pełni brakowało jedynie prawdziwych wron, no ale… nie można mieć wszystkiego. Również pomysł wykorzystania placu przykościelnego, ze specjalnie stworzonym do spektaklu cmentarzem, okazał się dobrym rozwiązaniem. Nie trzeba chyba przekonywać, jak bardzo na wyobraźnię działa taki obraz, gdy współgra on
z kwestiami duchów, proszących żyjących o pomoc.

Podsumowując – przedsięwzięcie udane. Wykonanie – w pełni zadowalające.

Wniosek – więcej współpracy Górnośląskiego Parku Etnograficznego w Chorzowie z Teatrem Nowym w Zabrzu !

2017_09_01_dziady2