MISTRZ I MAŁOLATA

Dziesiątego kwietnia, w cieniu znacznie głośniejszej rocznicy przemknęła inna, dwunasta, związana z Jackiem Kaczmarskim. Tego dnia w 2004 roku przegrał walkę z rakiem krtani. Po śmierci jednak postać wielkiego poety wciąż budzi kontrowersje. Dla jednych to bard Solidarności, dla innych pijak i nikt więcej. W obu obliczach można się doszukać prawdy, ale gdzie tak właściwie w tym wszystkim znajduje się człowiek?

Przyznam, że niewiele wiem o życiu osobistym Mistrza, i nie jestem pewna, czy chcę to zmienić, na wypadek, gdyby miało mnie ono zrazić do jego twórczości. Mimo to nie uniknęłam poznania kilku nieprzyjemnych historii z panem Jackiem w roli głównej – od nadużyć alkoholu, przez które często nie stawiał się w pracy, przez szeroko pojęte problemy w relacjach z najbliższą rodziną, aż po zasłyszany epizod z jego biografii, w którym próbował sprowokować swoją ówczesną żonę i kobietę, z którą ją zdradzał, by o niego walczyły. Więc kiedy po wpisaniu jego nazwiska w wyszukiwarkę zostałam zbombardowana tego typu spornej wiarygodności wiadomościami, postanowiłam w miejsce notki biograficznej skupić się na innym zagadnieniu.

Kaczmarski był nie tylko człowiekiem wrażliwym na sztukę – posiadał też wielką empatię, która pozwalała mu wcielać się w kolejne postaci bohaterów jego utworów. Świadczy o niej też sam fakt, że chciał być głosem Hioba, jego dzieci, Barabasza czy walczącego z aniołem Jakuba. No tak, ale to wszystko postaci z jego płyt (gdzie trafiły bezpośrednio z Biblii).  Łatwiej jest wykazywać się współczuciem dla ludzkich losów na własnych zasadach i znanym sobie terenie. Być może właśnie swego rodzaju egoizm powodował różnicę między jego zachowaniem na co dzień a poczynaniami w roli poety-obrońcy-uciśnionych. Poszukiwanie niesprawiedliwości wśród odległych postaci mogło być sposobem na odkupienie siebie samego. Nie chce się bowiem wierzyć, że to zwyczajna hipokryzja.

Może ceną za dobrego ojca, męża i człowieka, byłaby utrata wybitnego artysty? I czy w takim razie należałoby ją zapłacić?  Ostatecznie jego, o czym nie można zapominać, wybitna twórczość przetrwa prawdopodobnie nas wszystkich. Jedno mogę powiedzieć na pewno – denerwuje mnie to, że o trzeciej rano staję przed takim wyborem. Twórczość Kaczmarskiego prowadziła mnie przez życie już od dzieciństwa, dlatego stał mi się w pewien sposób bliski. Jednocześnie okazuje się, że będąc humanistą, potrafił być nieludzki, a ja nie mogę mieć żadnych wobec niego oczekiwań – ma mi wystarczyć jego dorobek kulturalny. Jeżeli jednak irytuje to mnie, to nie mogę sobie nawet wyobrazić, co musieli czuć członkowie jego rodziny.

„Hipokryta jakich wielu”, „artyści już tak mają”, można by krótko powiedzieć i zamknąć temat. Z gorzkim uśmiechem muszę jednak stwierdzić, że sam Kaczmarski zachęcał swoich wielbicieli do zadawania niewygodnych pytań i poszukiwania odpowiedzi. Może zresztą należałoby odczarować pojęcie „twórcy”, którego od Stwórcy dzieli tylko jedna litera, i potraktować jego działalność po prostu jako wykonywany zawód. Dysonans między rolą ojca a rolą pracownika o wiele łatwiej zaakceptować. A opinia publiczna znacznie popularniejszym poetom większe przewinienia, przez nieświadomość, wybaczała (patrz: Mickiewicz). Pech pana Jacka polega na tym, że w dzisiejszych czasach ktoś, kto osiągnie popularność, nie może liczyć, że zachowa swoje prywatne problemy dla siebie.

  • Marek Mierczyk

    Może stąd ten utwór: https://www.youtube.com/watch?v=17YihE2g8Qk

  • Sz.P.Barbara

    No i czy Bladaczka nie ma racji?! Kaczmarski wielkim poetą jest! Koniec i kropka!
    A tak serio: czas-dewastator legendę artysty storzy i ją zatrze, a wiersze zostaną (naruszone tylko wrażliwością odbiorcy)!
    Pozdrawiam!