NO TO BĘDZIE PRO8L3M

1 czerwca miała miejsce premiera płyty, która po dwóch tygodniach już stała się klasykiem. Napisać o niej bezwzględnie wypada, bo to jeden z najważniejszych debiutów w polskim rapie od wielu lat.

PRO8L3M to warszawska dwousobowa grupa, składająca się Oskara odpowiadającego za rap i teksty oraz Steeza zajmującego się warstwą muzyczną. To coraz rzadszy, ale wciąż popularny model raper/producent, w tandemie Łona/Webber powstała również inna świetna tegoroczna płyta: Nawiasem mówiąc. Oskar i Steez jako PRO8L3M zadebiutowali w 2013 roku wydaną własnym sumptem krótką EP-ką i od razu mocno namieszali. Uwagę przykuwał głos Oskara, jego uliczna maniera, za którą jednak od początku czuć było nieprzeciętną inteligencję. Bitom Steeza również niczego nie brakowało. Na fali rosnących oczekiwań wydali w następnym roku kolejne, tym razem dłuższe, podziemne wydatnictwo: Art Brut. Mixtape w całości oparty na samplach z polskiej muzyki rozrywkowej późnego PRL-u, przypieczętował pozycję PRO8L3Mu jako jednego z najciekawszych newcomerów. Polski światek hip hopowy czekał na ich oficjalny, pełnoprawny debiut. I warto było czekać.

Nowy album nie nosi żadnej szczególnej nazwy, to po prostu PRO8L3M, jednak idea która się za nim kryje zasługuje na głębsze wyjaśnienie. Do czynienia mamy bowiem z klasycznym koncept albumem. Utwory są tu połączone w szerszą narracyjną całość, na płycie zapętla się pewna historia (uwagę zwraca odwrotne umiejscowienie utworów początkowego i końcowego: Intro Outro), podkreślona dodatkowo bardzo spójną warstwą muzyczną.

Muzyka

Steez nie zrezygnował całkiem z inspiracji jakimi wypełnił Art Brut. W jego podkładach wyraźnie pobrzmiewają analogowe, syntezatorowe brzmienia rodem z lat 80-tych. Zdarzają się sample, również wokalne, często o obniżonej skali i zwolnione, w konwencji low-pitch. Tempa niezwykle różnorodne, od okolic 60 bpm, czyli bardzo jak na rapową stylistykę wolne, po szybkie z pewnością przekraczające sto uderzeń na minutę. Dużo jest tu brudu, glitchów, trzasków, z pewnością nie można powiedzieć, że to brzmienie jest wypolerowane – za to dopieszczone jak najbardziej. Żadnych przypadkowych dźwięków. Mistrzostwem jest podkład do K-PAX, jednego z najlepszych utworów na płycie – bas, który pojawia się tam po charakterycznych pauzach, robi na mnie wrażenie nawet po kilkudziesięciu przesłuchaniach.

Flow i teksty

Rap Oskara jest bardzo charakterystyczny. Szorstki, agresywny głos z dobrą dykcją i uliczną manierą. To nie jest Taco Hemigway, czyli rap dla tych, którzy nie słuchają rapu. Przeciwnie – zarówno socjolekty (od osiedlowych, przez dilerskie, po hazardowe), jak i wulgarność tego języka, raczej nie przypadną do gustu uprzedzonym. Wystarczy jednak poświęcić tej opowieści chwilę czasu, żeby pokazały się nowe sensy i konteksty, żeby pojawiła się literatura, a miejscami – i mówię to z całą opowiedzialnością – również poezja. Przede wszystkim godny podziwu jest liryczny koncept: ta płyta eksploatuje jeden z największych osiedlowych mitów, podwórkową wersję drogi „od pucybuta do milionera”, bardziej jednak opartą na kradzieżach, handlu narkotykami i nieustannym kombinowaniu, niż na ciężkiej pracy. Prequel opowiada więc o marzeniach nastolatka z betonowego bloku: pieniądzach, SUVach, drogich zegarkach, o jedzeniu „rajskiego przysmaku na hawajskich wyspach”. Dalej mamy opowieść o szantażu i seksie w VHS, o hazardzie w 777moneymaker, o narkotykowej dilerce w Art. 258. Tu następuje punkt zwrotny, bo bohater, alter ego Oskara, osiąga już wysoki materialny status. W K-PAX pojawiają się egzystencjalne refleksje o wartości pieniądza i jego udziale w walce o osobistą satysfakcję, szczęście. Oskar rapuje:

„Czemu ta fura jest fajna?
Mówią design, co ja się znam na designach?
W gardło wtykają mi logo, próbuję zgryźć jak bajgla
Moja babka gdyby dowiedziała się
Ile wydałem na głupoty to by zmarła chyba
Kolorami skusił mnie szkarłat królewskich dzianin
Wiem, dawałem się mamić nie dzień – latami […]”

Dalsze trzy utwory to opiewanie la vie belle w polskiej wersji: jest imprezowanie na krawędzi w Molly, fanstastyczny Toast, gdzie Oskar wciela się jednocześnie w dwie postaci, moduluje głos, przez cały utwór prowadzi dialog sam ze sobą i Dr. Melfi – świadectwo pewnego przesilenia, bo pieniądze nie dają już bohaterowi spełnienia, kupuje wciąż więcej i więcej, ale materialny szał nie jest w stanie poprawić mu samopoczucia. W tym miejscu płyta ponownie zmienia charakter, następne utwory są dużo mroczniejsze, nieuchronnie zmierzają do epilogu. TATP to relacja z frontu wojny z terrorem widziana oczami trzech ludzi: cynicznego polityka, żołnierza jednostki specjalnej i zamachowca-samobójcy. Kolejna mocna rzecz. Singlowe 2040 to zaś futurystyczna wizja, tak sugestywna i tak pełna treści, że mógłbym o niej samej napisać jeszcze raz tyle. Przedostatni utwór to oniryczny Strumień, w którym otrzymujemy opis alternatywnej rzeczywistości, koszmarnego snu albo narkotycznego tripu. I sam koniec, a także i na początek: Intro/Outro, bo to tak naprawdę jeden utwór, splatający krążek w zamkniętą całość. Bohater ostatecznie umiera na tropikalnej wyspie, dopadnięty przez swoich wierzycieli, a jednym z ostatnich wersów płyty jest ten: Uważaj czego pragniesz, bo potem może nie starczyć siły. Wcześniej jednak słyszymy monolog Allana Wattsa, XX-wiecznego filozofa brytyjskiego, który w fantastyczny sposób otwiera kolejny sposób interpretacji całej płyty. Ten kontekst, a także pojawiające się wcześniej odniesienia do filmów, seriali, technicznych nowinek i moralnych dylematów ponowoczesności – to świadectwo imponującej erudycji i wrażliwości Oskara. To jest rap dla dorosłych ludzi, nie dla dzieciaków z trzepaka. Zachęta do myślenia, interpretowania, rozgryzania tych utworów – rzadkość na dzisiejszej scenie hip hopowej. Wreszcie nośnik pewnych postaw, ale bez twardogłowego moralizatorstwa.

Również warstwa wizualna dopracowana jest w najdrobniejszych szczegółach. Opakowanie to jewel case, przezroczyste, z wyrazistą okładką i grafiką komputerową z Oskarem i Steezem w futurystyczno-postapokaliptycznej scenerii. W teledysku do 2040 wykorzystano legendarne japońskie anime, a klip do Molly – pełen symbolizmu i z bardzo dobrymi zdjęciami – również wyróżnia się na tle regularnych hip hopowych produkcji.

Co dalej?

Nie wiem w jakim kierunku chłopaki pójdą dalej, nie wątpię że będą mierzyć wysoko. Już ich oficjalny debiut na pewno zapisze się w historii polskiego hip hopu, a perfekcjonizm jaki bije z ich postawy i wypowiedzi w udzielanych sporadycznie wywiadach, utwierdza mnie przekonaniu – to jeden z najważniejszych składów tej dekady, który wciąż będzie zachwycał i zaskakiwał. Polecam wszystkim: płyta dostępna jest do odsłuchu na YouTubie, a także w serwisach streamingowych.