O KRASNOLUDKACH W TEATRZE NOWYM

Mimo, że od powstania  bajki O krasnoludkach i sierotce Marysi  minęło ponad 120 lat, teatry chętnie sięgają po tę pozycję repertuarową.  Co nimi kieruje? Czy jest to wyraz sentymentalnej podróży do czasów dzieciństwa, czy potrzeba klasyki pośród  współczesnych dramatów popularnych dramaturgów dziecięcych? A może i jedno i drugie?

Współczesna dramaturgia dziecięca pełna jest zabawnych przygód, perypetii i zwrotów akcji. Oczywiście znajdą się też takie dramaty, które są ważne dla młodego pokolenia, a pozbawione wątków humorystycznych. W tym kontekście bajka Konopnickiej wypada jednak nieco blado. Bo przecież czasy już nie te same, język się zmienił, a i widzowie oczekują bardziej spektakularnej fabuły.

Reżyser przedstawienia podjął jednak wyzwanie i postanowił sięgnąć po znaną wszystkim (zwłaszcza dorosłym) bajkę. Już sam tytuł może być wabikiem dla ludzi, którzy wychowali się na takim właśnie literackim repertuarze. A zadanie reżyser postawił sobie nie byle jakie. Jak zainteresować dzieci, by  bajkę niemalże z „epoki kamienia łupanego” pokazać w atrakcyjny sposób?

Pamiętam, że w bajkach czytanych przez mnie w dzieciństwie dominował smutek . Bohaterowie zmagali się z trudnym losem, biedą, złymi ludźmi, często chorowali lub umierali. Taki nastrój dominuje również w spektaklu zabrzańskim. Nie zrozumcie mnie jednak zbyt pochopnie. Doświadczenie smutku jest z perspektywy dziecka równie ważne, oswaja go z trudnymi emocjami, kształtuje dojrzałość emocjonalną. Na szczęście tę atmosferę potrafią  rozluźnić krasnoludki. Przezabawne są  m.in. błazeńskie klaunady w wykonaniu Krasnali Podziomka i Sikorka. Te małe, niewinne  istoty są bardzo przychylne dobrym ludziom. Pomagają im, często bez ich wiedzy, choć same zmagają się ze swoimi zmartwieniami. Nie ma chyba nic lepszego dla dziecka, niż wiara w to, że są istoty, które potrafią znaleźć wyjście nawet z najgorszej sytuacji. A przy tym są niegroźne- w końcu mniejsze od ludzi- więc można im zaufać. W odpowiednim momencie znajdą rozwiązanie najbardziej skomplikowanego i niemożliwego do rozwikłania przez ludzi problemu.

Oczekując jednak na pojawienie się tych magicznych istot , możecie być nieco zdezorientowani, ponieważ  w roli 7 krasnoludków reżyser obsadził  4 aktorów i… 3 muppety. Lalki zrobione zostały profesjonalnie i animowane są  przez pozostałe krasnoludki, co zapewne było karkołomne z technicznego punktu widzenia.  Czy ten zabieg reżyserski  to  zaleta, czy wada przedstawienia, ocenicie państwo sami.

Na uwagę zasługuje również muzyka grana w spektaklu często „na żywo” przez postać zwaną Sarabandą. Skrzypce znakomicie dopełniały zabawne sceny sytuacyjne i stanowiły doskonałe tło dla monologów (a czasem nawet grały w nich przysłowiowe „pierwsze  skrzypce”)

W dobie współczesnej rozrywki warto czasem sięgnąć po klasykę choćby po to, by przekonać się, czy może być ona jeszcze atrakcyjna dla najmłodszego pokolenia. Sądząc po tłumach na widowni- klasyka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.