POZWÓL DZIECIOM BŁĄDZIĆ I RADOŚNIE DĄŻYĆ DO POPRAWY

Rymowanki, zagadki, bajeczki, opowiadania, piosenki, kołysanki, bajki magiczne, baśnie…

Repertuar literatury dla dzieci jest naprawdę bogaty. Nie zawsze tak było. Prawdziwy rozkwit tego nurtu nastąpił dopiero w epoce Oświecenia. Żadna inna epoka nie przywiązywała  tak dużej wagi do utylitaryzmu, zwłaszcza do idei wychowawczych. Wiele z nich obecnych jest do dziś w bogatej twórczości dla dzieci.

Dziecko buduje swój świat przez pryzmat wrażliwości, w której szczególne miejsce zajmuje magia. Tak ważne więc w poezji  dla dzieci animizacje i personifikacje pomagają w bezpieczny sposób zaspokajać naturalną ciekawość świata. Zwierzęta lub przedmioty naśladujące dorosłych nie mogą być groźne. Mogą być za to idealnym partnerem do rozmowy na ważne dla dziecka tematy. W skomplikowanym świecie rządzonym przez dorosłych  potrzebna jest jakaś alternatywa. Przestrzeń, w której reguły będą jasne, a świat życzliwy. To przestrzeń wolna od goryczy i pesymizmu, które zostają zastąpione „radosnym dążeniem do poprawy”.

O tym, jak ważna jest literatura skierowana do najmłodszego odbiorcy nie trzeba zbytnio przekonywać. Tego dylematu nie mają także dzieci. Ich spontaniczne, żywe reakcje  w obcowaniu z wykreowaną rzeczywistością  są najlepsza recenzją.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Uczestnicy V Miejskiego Konkursu Recytatorskiego dla dzieci w wieku przedszkolnym „Wierszolaki na scenę”

A poniżej kilka moich ulubionych wierszy dla dzieci

Hanna Niewiadomska

Szklanka Przechwalanka

Szklanka koło kubka stała
I się przed nim przechwalała:
– Jestem piękna, przezroczysta,
Z dala widać jaka czysta.
Pijesz soczek, czy maślankę,
Widzisz kolor poprzez ściankę.
We mnie można się przeglądać
I odbicie swe oglądać.
Moje boczki lśnią w słoneczku –
Co ty na to mój kubeczku?

Kubek nic nie odpowiada,
Szklanka dalej opowiada.
Jest tak pewna swej wyższości,
Że ją spokój kubka złości.

Och ty kubku! Ty szczerbaty!
Co masz ucho jak słoń jakiś.
Jesteś gruby i bez wdzięku!
Kto cię zechce trzymać w ręku?
Brzuch wydęty, brzydki szlaczek,
A nad znaczkiem misia znaczek.
Tak ze złości go popchnęła,
Że ze stołu w dół zepchnęła.
Sama za nim także spadła
I na drobne się rozpadła.

Kubek stracił tylko ucho,
Lecz ze szklanką strasznie krucho.

Jan Brzechwa

Arbuz

W owocarni arbuz leży
I złośliwie pestki szczerzy;
Tu przygani, tam zaczepi.
„Już byś przestał gadać lepiej,
Zamknij buzię,
Arbuzie!”

Ale arbuz jest uparty,
Dalej sobie stroi żarty
I tak rzecze do moreli:
„Jeszcześmy się nie widzieli,
Pani skąd jest?”
„Jestem Serbka…”
„Chociaż Serbka, ale cierpka!”

Wszystkich drażnią jego drwiny
A on mówi do cytryny:
„Pani skąd jest?”
„Jestem Włoszka…”
„Chociaż Włoszka, ale gorzka!”

Gwałt się podniósł na wystawie:
„To zuchwalstwo! To bezprawie!
Zamknij buzię,
Arbuzie!”

Lecz on za nic ma owoce,
Szczerzy pestki i chichoce.
Melon dość już miał arbuza,
Krzyknął: „Głupiś! Szukasz guza!
Będziesz miał za swoje sprawki!”
Runął wprost na niego z szafki,
Potem stoczył go za ladę
I tam zrobił marmoladę.

Tadeusz Śliwiak

Wilk u dentysty

W surduciku szarym, w surduciku czystym
przyszedł prosto z lasu raz wilk do dentysty.
Panie doktorze, zęby mnie bolą.
Myłem je piaskiem, myłem je solą,
płukałem szałwią, spałem w okładach –
nic nie pomogło. Bolą mnie nadal.
Zrób coś z zębami, panie doktorze!
I tu wilk wilczą paszczę otworzył.
Kły w niej błysnęły ostre i duże.
Doktor ze strach aż oczy zmrużył.
Ręce się trzęsą, nogi dygocą.
Jak w takim stanie służyć pomocą?
Włosy się jeżą, lata mu grdyka.
Wilk pysk otworzył i nie zamyka!
Trudno, niech dzieje się co chce!
Jak mu nie ulżę, to mnie zje.
Otarł więc czoło zroszone potem
i rzekł uprzejmie:
Proszę na fotel.
Znowu błysnęły wilcze zębiska,
a jeszcze większe, gdy patrzeć z bliska.
Zamknął więc oczy i szczypce ujął…
Niech się nade mną święci zmiłują!
Schylił się, szarpnął i w oka mgnieniu
już i po zębie, i po cierpieniu.
Wilk uśmiechnięty zszedł z fotela.
Od dzisiaj we mnie masz przyjaciela.
Jak mam dziękować? Jak się odwdzięczę?
Masz za to cztery skórki zajęcze.
Odwiedź mnie kiedyś, drogi doktorze.
Przyjmę jak króla w mej wilczej norze.
A gdy już za nim drzwi się zamknęły,
doktor z krawata rozluźnił przełyk.
Kraciastą chustką twarz całą wytarł
i westchnął ciężko:
To ci wizyta!
I jeszcze tego samego dnia
taką tabliczkę przybił na drzwiach:
Nie przyjmuje się nikogo,
nawet psa z kulawą nogą.
Niech tu żaden zwierz nie wchodzi,
Bo na serce mi to szkodzi!

Ludwik Jerzy Kern

Pan Tygrys

Przymknąwszy oczy, zmarszczywszy brwi,
pan Tygrys w hamaku sobie śpi.
Zobaczyły to zaraz ptaki i chór urządziły taki:
„Panie Tygrysie, panie Tygrysie,
może pan z nami zabawiłby się?”
A Tygrys nic. Ś p i.

Przyleciał Wróbel, ćwierknął wesoło.
Puk! Puk! Dwa razy dziobnął Tygrysa w czoło.
A Tygrys nic. Ś p i.

Po nim natychmiast przyleciał Czyżyk.
„Chcę z panem zagrać w kółko i krzyżyk.
Będzie zabawa na cały park !”
I znów dziób, dziób Tygrysa w kark.
A Tygrys nic. Ś p i.

Potem zjawiła się Jemiołuszka,
zaczęła dziobać tuż koło uszka
Ciuk-ciuk-ciuk-ciuk,
Ciuk-ciuk-ciuk-ciuk,
umarły zbudzić by się mógł.
A Tygrys nic. Ś p i.

Po Jemiołuszce przyleciał Kos.
Raz tylko dziobnął. Prosto w nos.
A Tygrys nic. Ś p i.

Posłano więc po Szczygła,
co dziób ma ostry jak igła.
Ten szczyglim sposobem
zaczął bić dziobem
tyk-tyk, tyk, tyk.
A Tygrys nic. Ś p i.

W końcu wezwano Dzięcioła,
może on zbudzić go zdoła.
Przyleciał Dzięcioł, nastawił dziób,
wycelował w Tygrysa
i łuup!!! Łuuup!!! Łuup!!! Ł u u p !!!
A Tygrys nic. Ś p i.

Więc jeszcze raz łupnął wściekły i zły,
a wtedy Tygrys powiedział: „Psssschyyyyyy…”
I zrobił się taki malutki jak ogórek marynowany.
A ptaki uciekły pomiędzy liście,
bo nie wiedziały oczywiście,
że pan Tygrys jest

n a d m u c h i w a n y.