ROZMYŚLANIA O CIERPIENIU

 

Co sprawia, że odnajdujemy się w kulturze o lekkim przesłaniu? Przyjemny odbiór? Na pewno tak.

A może to łatwość odbioru? Gdyby nie łatwość- wielu z nas odwraca wzrok i zatyka uszy.

A co, jeśli dochodzi do spotkania? Z dziełem…niewygodnym? To znaczy: z prawdziwym, obnażającym wszelkie zaniedbania naszego życia? Następuje zamknięcie oczu, jeśli znajdujemy się w muzeum- odwracamy się na pięcie w korytarzu bólu, idziemy dalej przez aleje oblane obrazami. A co gdy jakaś kukła patrzy na nas otoczona ramą? Albo gdy oczy obrazu proszą o zbyt wiele? Czujemy się wtedy niezręcznie, -„a przecież nie po to tu przyszedłem”!- mówisz.

Bo chcesz się odprężyć i popatrzeć na przyjazne dla oka i duszy krajobrazy a…tak się nie dzieje.

I musisz podjąć decyzję o odwrocie i masz wybór: uciekasz do domu, albo zostajesz i przyjmujesz na kark brudy, którymi pragną cię obdarzyć . Musisz zostać obciążony. Za siebie. Za innych.

Wybierając opcję nr 2- to znaczy: brudy- stajesz się barankiem odkupicielem i na tobie spoczywa odpowiedzialność . Masz na sobie plamy farb olejnych, fragmenty słów z ciężkich wierszy i elementy zdjęcia wychudzonego zdjęcia. Możliwe, że jest ci wstyd, że nie dojada i jesteś miejscem spoczynku tylu brudnych słów wypowiedzianych przez wyklętych, którym nie mógł podobać się świat. Nie chcę wiedzieć co masz teraz w głowie, może nie chcesz być tutaj bo nie obchodzi cię egzystencjalny problem zgrzybiałego Grochowiaka i innych przeklętych.

To jest to uczucie- gdy boli każdy organ bez wyraźnego powodu. A może to co przyszło ci zobaczyć i usłyszeć jest czynnikiem sprawczym? Mimo, że nie do końca wiesz co to, to wiesz, że to sztuka teraz boli i dosięga cię niewygoda największa z jaką przyszło ci się spotkać.

Wiem, że nie jest przyjemnie znosić to wszystko.