SENTYMENTY NA BOK- IDZIE NOWE!

Dramaty Czechowa, realizowane na deskach teatrów, stanowią mimo wszystko nieśmiałą przeciwwagę repertuarową dla sztuk współczesnych. Niesłusznie. Dobra klasyka w rękach wprawnego artysty potrafi czasem lepiej przyciągnąć widza, niż niejeden współczesny eksperyment. Gruziński reżyser David Mgebrishvili sięgnął po Wiśniowy sad z pełną premedytacją,  by zaproponować widzom Teatru Nowego  coś zupełnie innego.

W dobie ciągle zmieniającej się rzeczywistości i atakowania widza bodźcami wizualnymi, muzycznymi, czy wręcz podprogowymi, klasyka Czechowa w interpretacji gruzińskiego reżysera pozwala na wzięcie solidnego oddechu i zatrzymania swojego spojrzenia na tym, co „tu i teraz”.  Nie znajdziemy tu bowiem spektakularnych pościgów, gagów, budującej napięcie akcji, do których tak usilnie jesteśmy przyzwyczajani.To sztuka, która pragnie zwrócić szczególną uwagę na człowieka – tak po prostu. Obcowanie z bohaterami  Czechowa  nie jest bynajmniej doznaniem miłym . Czechow  wskazuje raczej , że za każdym z nich stoi jakaś historia, jakieś tęsknoty, niespełnione plany  i … pragnienie miłości.

Wiśniowy sad, który swą nazwą przywodzi całkiem przyjemne skojarzenia,  to dla kilku bohaterów miejsce niemal mityczne. To miejsce dzieciństwa , beztroski, rozczulających wspomnień i zapachu owoców. Jednak to, co dla jednych będzie miłym sentymentalnym powrotem, dla innych okaże się co najwyżej traumą, i to zarówno w sensie bardzo osobistym (śmierć syna), jak i tym ogólnospołecznym (wyzysk chłopów).

Jak w takiej sytuacji walczyć wspólnie o ocalenie wiśniowego sadu? Jak pogodzić pragnienie pamięci z próbami zapomnienia?

Te skrajne pragnienia  mają szansę się skonfrontować. Nie znaczy to jednak, że bohaterowie osiągną  jakąś nić porozumienia. To już dawno przestało być możliwe.

Gruziński reżyser pochyla się nad człowiekiem z równą ciekawością, z jaką kreślił Czechow swoich bohaterów. Dzięki temu role grane przez aktorów pozostają bliższe prawdy. W Wiśniowym sadzie nie ma miejsca na nadmierną ekspresję, rozbudowaną scenografię, czy niespodziewane  zwroty akcji. Realizatorzy  zmagający się z tą trudną Czechowowską materią potrafili jednak dość wyraźnie postawić znak zapytania, dotyczący naszej rzeczywistości.  Czy człowiek jest w stanie odrzucić przeszłość i zacząć funkcjonować bez narzuconego mu przez los kontekstu osobistego, czy społecznego?

Wydaje się, że jest tylko jedna, choć wcale nie taka prosta droga: Trzeba zapomnieć- z całą konsekwencją tego słowa.

Jedynym sposobem na rozwiązanie palących i uporczywych problemów jest ostatecznie przyjęcie rzeczywistości taką, jaką jest i zdecydowane spojrzenie w przyszłość, bez osądzania przeszłości.

Idzie nowe!- powie z goryczą w głosie Łopachin.  W tym twierdzeniu jest mimo wszystko odrobinę optymizmu, bo niesie za sobą nadzieję na odmianę, nawet jeżeli jest ona złudna…

Wszystko ma swój czas. Czas służącego Firsa, który z wiśniowym sadem związany jest najdłużej, tez się kończy.

To trudne,  ale nieuniknione i wyzwalające. Jak ogień pustoszący sad…