SKORO NIE MOGŁAM MIEĆ WSZYSTKIEGO, NIE DBAŁAM O BRAK MNIEJSZYCH RZECZY

Emily Dickinson – świadoma swego talentu poetka, czy niezrównoważona samotniczka?

Nierozumiana, niedoceniana i niezdolna do kompromisów w kwestii własnej twórczości poetka stała się legendą. Jednak ta legenda tworzyła się już za jej życia. Jej dziwaczne usposobienie skutecznie dystansowało wszystkich tych, którzy mogli podważyć wagę jej twórczości. Czy było to wyrachowane działanie, czy wyraz ogromnej wrażliwości? A może jedno i drugie? Jedno jest pewne, swój świat zawarła nie tylko w ścianach pokoiku (z którego ponoć nie wychodziła) ale przede wszystkim w swoich wierszach. I tylko w ten sposób dawała się poznać. Bardzo bogata twórczość poetki ( po jej śmierci znaleziono ponad 1700 wierszy!!) jest jednocześnie dowodem na to, że postaci Emily Dickinson nie da się wtłoczyć w żaden możliwy schemat. Izolowała się od świata, a jednocześnie pisała do niego listy, domagając się uwagi z jego strony. Obnażała swoją wrażliwość, pozostając jednocześnie niezwykłą zagadką… Pewnie także dla siebie samej…

***

Nie trzeba być Komnatą – aby w nas straszyło –
Lub nawiedzonym Domem –
Nie ma Wnętrz straszniejszych niż Mózgu
Korytarze kryjome –

Ileż bezpieczniej – o Północy
Ujrzeć Upiora przed sobą –
Niż spojrzeć w twarz własnym – wewnętrznym –
Pustkom i Chłodom.

Prościej gnać przez widmowe Opactwo,
Gdy hurgot Głazów nas goni –
Niż stanąć z sobą do walki –
Bez Broni –

Własne Ja – gdy się zaczai
Za Samym Sobą –
Przerazi bardziej niż Morderca
W pokoju obok.

Ciało – wyciąga Rewolwer –
Drzwi ryglują trzęsące się ręce –
Przeoczając potężniejsze widmo –
Lub nawet Więcej –

***

Nie umiem tańczyć na Pointach –
Nie szkolił mnie nikt w tej sztuce –
Lecz nieraz taka Radość
Opanowuje mi duszę,

Że gdybym znała się na Krokach
I Figurach Baletu –
Tancerze bledliby na widok
Mojego Piruetu –

I, nawet bez powiewnych Tiulów,
Ufryzowanych Loków,
Bez olśniewania Widzów serią
Ptasich podniebnych Wzlotów,

Bez udawania kłaczka Puchu
Lub płatka śniegu, wiatrem
Poniesionego w dal, nad grzmiącym
Oklaskami Teatrem –

Bez wielkich liter na Afiszu –
Bez Znawców, którzy pojmą,
Ile się w Kunszcie mieści Trudu –
Stoję przed pełną Widownią –

***

Dusza dobiera sobie Towarzystwo —
I — zatrzaskuje Drzwi —
Jak Bóg — ma w sobie prawie Wszystko —
A z Reszty sobie drwi —

Nie dba — że tłoczą się Rydwany
U jej pochyłych Bram —
Że na wytartym jej Dywanie
Przyklęka Cesarz sam —

Wiem, jak z nią jest — gdy z Rzesz wybiera
Kogoś Jednego — raz —
Zamyka się jak Śluza — zwiera
W sobie — jak Głaz —

***

Skoro nie mogłam mieć Wszystkiego –
Nie dbałam o brak mniejszych Rzeczy.
Jeśli nie zaszło nic większego
Niż Rozpad Słońca – Ostateczny
Kataklizm Globu – nic nie było
Tak wielkie – abym – na wieść o tym –
Podniosła z Ciekawości Czoło
Sponad Roboty.

przekł. Stanisław Barańczak