ŚLĄSKI KOMISARZ POTRZEBNY OD ZARAZ. WOKÓŁ „WAMPIRA” WOJCIECHA CHMIELARZA

Według badań Biblioteki Narodowej w 2015 roku tylko 37% Polaków przeczytało chociaż jedną książkę. To niechlubny rekord, od czasów PRL-u jeszcze nie było tak źle. W dobie upadku czytelnictwa w ogóle, w jeszcze gorszej sytuacji znajduje się proza zaangażowana i poezja – ambitnej literatury nie czyta już prawie nikt. Jednym z niewielu dzielnie trzymających się bastionów pozostaje literatura gatunkowa, a w szczególności powieści kryminalne. W popularnych księgarniach wciąż silnie eksponowane są powstające z zawrotną prędkością kolejne tomy kryminalnych sag, zarówno polskich, jak i zagranicznych. Ten rodzaj literatury wciąż przynosi zyski i trafia do relatywnie szerokiego grona czytelników, stając się źródłem wiedzy o geografii, zwyczajach i historii regionów, w których rozgrywa się akcja. Żałuję, że Śląsk wciąż nie doczekał się na tej niwie godnego reprezentanta.

Wampir Wojciecha Chmielarza to początek nowej serii w jego twórczości. Wcześniej urodzony w Gliwicach pisarz, wykreował postać Jakuba Mortki, warszawskiego komisarza ze stołecznego Wydziału Zabójstw. Liczący dotychczas trzy tomy cykl, spotkał się z ciepłym przyjęciem czytelników, oferując ciekawe fabuły, wartką i meandrującą wśród licznych zwrotów akcję oraz bohatera do bólu zwykłego, ale i niepozbawionego charyzmy. Dużym plusem było narracyjne tło tych książek: seryjne podpalenia, handel kobietami, międzynarodowy handel narkotykami, sprawa romska. Tematy niebanalne, mogące nawet zostać uznane za „zaangażowane społecznie”. Wydawnictwo Czarne, które podjęło się wydania serii, po raz kolejny udowodniło, że w ich ofercie nie ma słabych pozycji. Z tym większym zainteresowaniem czytałem Wampira, który ukazał się pod koniec ubiegłego roku. Wiedziałem, że tym razem miejscem akcji będą rodzinne Gliwice pisarza, byłem bardzo ciekawy jak zostaną opisane znajome miejsca, w jakim kontekście zostanie osadzona całość. I niestety się rozczarowałem.

2016_04_26_SZYMON03
Wampir Wojciecha Chmielarza

Wrocław ma swojego Eberharda Mocka, Lwów Edwarda Popielskiego, obaj to bohaterowie powieści retro Marka Krajewskiego. „Międzywojnie” w Lublinie zagospodarował Marcin Wroński komisarzem Maciejewskim, Warszawę zaś Konrad T. Lewandowki komisarzem Drwęckim. Katarzyna Bonda dała ostatnio Podlasiu i Trójmiastu Saszę Załuską, Remigiusz Mróz Zakopanemu wymyślił Wiktora Forsta, a Warszawie Joannę Chyłkę. Liczyłem więc tym razem na prawdziwego Ślązaka. Czemu to podkreślam? Ponieważ zarówno Hubert Meyer, katowicki profiler z innej serii wymienionej wyżej Katarzyny Bondy, jak i – nomen omen – inny katowicki profiler Rudolf Heinz z kryminałów Marka Czubaja to postacie, w których „śląskości” próżno się doszukiwać. Już rzut oka na ich nazwiska zdradza stereotyp jakim posłużyli się autorzy – sugeruje, że na Śląsku standardem jest posiadanie niemiecko brzmiących imion i nazwisk. Oczywisty absurd. Są to zresztą bohaterowie „wyjazdowi”, w okolicy niewiele się dzieje, pojawia sie Osiedle Tysiąclecia, katowicka Komenda na Francuskiej, zabrzańskie Centrum Chorób Serca, ale ma się poczucie, że to wyłącznie dość bezbarwne tło dla zaplanowanych wydarzeń fabularnych. Wampir Chmielarza mógł być okazją żeby o Śląsku napisał wieloletni mieszkaniec Śląska, pokusił się o nieco głębsze przedstawienie specyfiki regionu albo chociaż o bogatsze, bardziej emocjonalne opisy okolicy. Cóż, w moim odczuciu okazja została zmarnowana.

Główny bohater – i to jest jakaś innowacja – jest młodym, niespełna 30-letnim prywatnym detektywem. Typem wiecznego studenta, któremu jednak kończą się możliwości wiecznego studiowania. W tle majaczy konflikt z dobrze sytuowanymi rodzicami, nieudane związki, dużo tanich papierosów i piwa w puszkach. Dawid Wolski, tak nazwał protagonistę Chmielarz, jest cyniczny, zapatrzony w siebie, ale też potrafi być nieustępliwy i skoncetrowany na celu. Mógłaby to być ciekawa odmiana po armii niewyspanych, starzejących się twardzieli z lekkim przerostem ego – tacy bowiem są najczęściej policjanci w powieściach kryminalnych, jak świat długi i szeroki. Czegoś mi jednak w tej postaci brakuje. Wydaje się tak samo płaska, „niezakorzeniona”, jak opisywany w powieści krajobraz Gliwic. Bo o Śląsku nie ma mowy, cała powieść rozgrywa się wyłącznie na terenie jednego miasta. Autor nie decyduje się by swoją narrację głębiej osadzić w tutejszych realiach, cały koloryt sprowadza się do jedzenia rolady z kluskami i modrą kapustą na niedzielny obiad. Tło historyczne pojawia się zaś jedyny raz podczas wzmiankowania o nazistowskim pochodzeniu architektury Wilczego Gardła. Rozumiem, że taki mógł być zamysł: nie wikłać bohatera i fabuły w regionalizmy, trzymać się możliwie największego uniwersalizmu, tak aby czytelnik z któregokolwiek zakątka Polski nie czuł się pozbawiony możliwości utożsamienia się z bohaterem i miejscem akcji. Pozbawia się jednak tym samym literaturę gatunkową możliwości niesienia dodatkowej treści, bycia czymś więcej niż tylko czystą rozrywką.

Powieściopisarstwo kryminalne posiadające wyższe ambicje nie jest wcale skazane niszowość. Najlepszym tego przykładem niech będzie Zygmunt Miłoszewski, którego trylogia z prokuratorem Szackim zdobyła międzynarodową popularność, doczekała się dwóch ekranizacji, a tło wydarzeń było w niej dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Akcja poszczególnych części przenosiła się z Warszawy do Sandomierza, a skończyła w Olsztynie. Każde z tych miejsc przesiąknięte było autentyzmem, a lokalne smaczki i ciekawostki, historyczne umocowanie, stanowiły dodatkowy walor powieści. Śląsk, ze swoją bogatą, ale i trudną historią, ze swoją odrębnością, jest wprost wymarzonym habitatem dla kryminału. Zarówno tego retro, jak i osadzonego we współczesności. Tymczasem w województwie śląskim wyzwaniu wiernego sportretowania swoich stron, podołał jedynie Zbigniew Białas w swojej „trylogii sosnowieckiej”, osadzonej w realiach początku ubiegłego wieku. Zdobyła ona regionalną popularność, Korzeniec został przeniesiony nawet na deski Teatru Zagłębie. Niestety, konwencja retro nieco się w ostatnich latach wyczerpała, a jej popularność spadła, dlatego też powieści Białasa – pomimo fenomenalnego przygotowania autora, językowej erudycji i zmysłu konstruowania zawiłych intryg – nie stały się bestsellerami.

2016_04_26_SZYMON02
Korzeniec Zbigniewa Białasa

Również z tego powodu miałem duże oczekiwania wobec Wampira. Wojciech Chmielarz po pierwszych powieściach cyklu z Jakubem Mortką, przestał być anonimowym pisarzem, przetarł sobie szlaki i ma szansę na duże nakłady, gatunkowe wyróżnienia i sporą popularność. Śląsk mógł zyskać kolejnego popularyzatora, kogoś kto obali kilka mitów i przekaże szerszej publiczności garść faktów. Może następnym razem, w Wampirze bowiem miejsce akcji to makieta ze steropianu i plastiku, fabuła dołuje w stosunku do poprzednich powieści autora, a największy potencjał tkwi w głównym bohaterze. Dopóki jednak będzie się on poruszał po dekoracjach, ciężko oczekiwać dobrej książki. Mimo wszystko trzymam kciuki za Wojciecha Chmielarza, może w następnych częściach serii – jeśli takie powstaną – otrzymam to, na co czekam od lat: autentyczny Śląsk na mapie polskiego kryminału.

PS. W powyższych rozważaniach nie biorę pod uwagę kryminału Komisorz Hanusik Marcina Melona, bo napisany został „w ślonskiej godce”, co czyni go raczej hermetyczną ciekawostką, niż literaturą masową.