SMOLEŃSZCZYZNA ALBO POLSKA KULTURA POMNIKÓW

W takim dniu trudno nie nawiązać do daty. W szóstą rocznicę katastrofy smoleńskiej nie chciałbym jednak angażować się w nieustający spór polityczny, bo wydaje mi się, że wszystko na temat przyczyn, skutków i zaniechań zostało już powiedziane. Tym i tak zajmować się będzie opinia publiczna, sprawnie antagonizowana zarówno przez rządzących, jak i opozycję. Chciałbym się za to przyjrzeć rozmaitym upamiętnieniom jakich doczekały się ofiary, a szczególnie śp. Lech Kaczyński, i spróbować odpowiedzieć na pytanie czemu zamiast zadbać o intelektualną i duchową spuściznę ofiar, wolimy im stawiać tandetne pomniki i na ich cześć nazywać ronda.

„Nie budujcie mi pomników…”

W ostatnich latach największy wysyp sztuki ludowej nastąpił po śmierci Jana Pawła II. Każdy powiat, każda gmina, każda parafia chciały upamiętnić Papieża Polaka tablicą pamiątkową, popiersiem, pomnikiem albo witrażem (samych pomników jest już ponad 700). W przeważającej części przypadków powstały dzieła koszmarne, których Karol Wojtyła nie chciałby oglądać nie tylko ze względu na niechęć jaką żywił do ostentacyjnego czczenia jego samego, ale również ponieważ był to człowiek wrażliwy na piękno, a więc zapewne krytyczny wobec siermiężnego, dosłownego kiczu.

2016_04_10_SZYMON3
Pomniki Jana Pawła II w Szydłowcu (po lewej), Świebodzicach (na dole) i Częstochowie (u góry)

Szacunek i kicz

To samo wydarzyło się kilka lat później. Na placach dużych i małych miast zaczęła pojawiać się prezydencka para wykuta w brązie, w Kałkowie-Godowie powstał kuriozalny gipsowy Tu-154M z portretami wybranych ofiar w oknach, do dzisiaj trwa debata kiedy i w jakiej formie mają pojawić się pomniki na Krakowskim Przedmieściu i w samym Smoleńsku. Mam poważne wątpliwości czy to najlepszy sposób w jaki powinniśmy jako społeczeństwo oddawać hołd tak zasłużonym rodakom, jak i ofiarom katastrofy. Rozumiem, że w ludziach istnieje potrzeba namacalnego wyrażania szacunku, że ważne są pewne gesty i symbole. Te pomniki są jakąś emanacją prowincjonalnej Polski, tej w strojach ludowych, zebranej wokół przydrożnych kapliczek, dumnej i szukającej okazji do manifestowania tej dumy. Totemizacja kultury, powrót pewnych zdawałoby się archaicznych zachowań jest faktem. Dla jednych artefaktami stają się pomniki, dla innych iPhone’y. Daleki jestem od protekcjonalnego czy ironicznego traktowania takich objawów poszukiwania wspólnotowej tożsamości, mam natomiast problem, bo dla takich działań w sferze kultury nie ma przeciwwagi. O ile jeszcze w wypadku Jana Pawła II, wraz z zalewem gipsowych potworków przyszły również liczne publikacje, wspomnienia, wznowienia encyklik, przyzwoite filmy, tak w przypadku katastrofy smoleńskiej ta sfera wydaje mi się całkowicie zaniedbana. Jest zwiastun „Smoleńska” Krauzego. Nie będę się nad nim pastwił, ale pomysł żeby political fiction sprzedawać jako „sensacyjną prawdę” uwiarygodnianą zdjęciami dokumentalnymi, to zbrodnia na rozsądku i poważne zaniedbanie etyki zawodowej.

2016_04_10_SZYMON2
Pomniki Lecha i Marii Kaczyńskich w Radomiu, Lecha Kaczyńskiego w Siedlcach i Tu-154M w Kałkowie-Godowie

A może tym razem na poważnie?

Oczywiście porównywanie JPII i Lecha Kaczyńskiego lub jakiejkolwiek innej ofiary katastrofy jest bezcelowe. Wokół Papieża Polaka powstał pewien narodowy konsensus, z rzadka zakłócany krytycznymi opiniami, natomiast pasażerami lotu do Smoleńska były osoby głęboko osadzone w kontekście politycznym. A ten jak wiadomo rodzi spory. Nie zmienia to jednak faktu, że na pewno można było zrobić więcej i wciąż można, aby doceniony został intelektualny dorobek zarówno Pary Prezydenckiej, jak i innych ofiar. Przede wszystkim zaś, brakuje rzetelnego i obiektywnego przedstawienia ich sylwetek z naciskiem na prywatność, codzienność, ale też szczególne cechy i osiągnięcia. Polakom potrzebna byłaby taka książka czy może serial dokumentalny. Im szybciej uda się „odpolitycznić” ofiary, pokazać je w innym świetle, tym lepiej. Mimo fundamentalnych różnic ideowych, chciałbym zobaczyć portret Lecha Kaczyńskiego, profesora prawa cytującego z pamięci Levinasa i Nietzschego, człowieka zdolnego do kompromisu, ale i nierzadko działającego nierozważnie, zamiast być bombardowanym podkoloryzowanymi panegirykami z jednej strony, a absurdalnymi pretensjami z drugiej.  Chyba po sześciu latach trauma rodzin i całego społeczeństwa przyblakła na tyle, by spróbować zająć się takim projektem. Cieszyłbym się, gdyby chociaż na tym polu polska klasa polityczna potrafiła się porozumieć.

Tymczasem zostajemy ze „złotymi cielcami” częściej przypominającymi karykatury, niż poważne odwzorowania. I chociaż mają one swój osobliwy urok, prawdopodobniej następne pokolenia będą je traktować podobnie jak ogrodowe krasnale – symbole złego smaku i znaczeniowej pustki. Zabawny wydaje się fakt, że jedyną konwencją estetyczną mogącą uznać te „dzieła” za ciekawe jest kamp, którego uwielbienie dla kiczu wiąże się jednak z silnym zakorzenieniem w teoriach queer i gender studies, w kulturze gejowskiej i klubowej. A więc we wszystkim tym, czego środowiska wznoszące te monumenty po prostu nienawidzą.

Galerie osobliwych pomników Jana Pawła II oraz Pary Prezydenckiej można obejrzeć tu:

[1] joemonster.org (JPII)

[2] szczecin.wyborcza.pl (L. i M. Kaczyńscy)

(Zdjęcia użyte w tekście pochodzą z w/w stron internetowych)

  • Paweł Łukasik

    Tylko co, jeśli ta spuścizna nie jest de facto zbyt imponująca albo słabo zrozumiała? Jeśli oprócz nierzadko hermetycznych pism eschatologicznych, etycznych, encyklik pisanych do nikogo -bo ktoś uformowany etycznie w duchu chrześcijaństwa nie potrzebuje kolejnego potwierdzenia dla swojego kroczenia słuszną ścieżką, a ktoś negujący z definicji papieskie wnioski nawet nie przeczyta? Pozostaje wspomnienie kremówek,afer zamiecionych pod dywan, kostyczne stanowisko wobec rozwodników i „kochających inaczej” , hurtowe ilości wyniesionych na ołtarze (w tym ludobójcy Ameryki Południowej Anchiety) i nie najwyższych lotów literatura piękna ? Pomiędzy instytucjonalnymi i doktrynerskimi deliberacjami a ludycznym puszczaniem oka do wiernych pojawia się pustka, której nie potrafią zapełnić apologeci Papieża Polaka i jego postać faktycznie jawi się jako odległa od zwykłego człowieka a raczej na postumencie w chmurach.
    To samo z dorobkiem Lecha Kaczyńskiego -trochę zdefiniowany jak Słowacki u Gombrowicza, a samych twórców jego kultu nie stać na żadną egzegezę myśli swojego idola.Szkoda, bo może w jakichś pismach zawarł coś ,czego nie było w orędziach i przemówieniach ani w pośmiertnych memuarach, z definicji sprowadzonych do bezkrytycznych i pomnikowych peanów.Szkoda bo zamiast przybliżać te postacie, ich wyznawcy robią wszystko żeby ich oddalić od przeciętnego Kowalskiego, wynieść gdzieś pod niebiosa i w sumie odczłowieczyć.A człowiek w tym powinien byc najważniejszy.Dzięki tym formom ze spiżu,granitu czy jakiejś metaloplastyki -nie jest. I strach pomyśleć, że ich dorobek zamyka się li-tylko w pełnieniu funkcji