W TROSCE O NASZE DOBRO

Ostatnio sporo zdarzyło mi się czytać o genezie i prognozach światowego konfliktu, który pełznie po kontynentach z różną intensywnością i ma różne oblicza.Takie modne określenie- wojna hybrydowa chyba jednak nie oddaje istoty problemu, tylko definiuje coś, czego nie widzimy zbyt wyraźnie. Przebieg. Przy okazji odświeżyłem sobie ciekawy paradokument „Zeitgeist” i odkurzyłem parę starych płyt. I tak, kiedy w tle Kazik śpiewał o tym, jak „kilku frajerów rządzi świata tego polityką”, a Dezerter głosem Kasi Nosowskiej wyjaśnia, że „to wszystko dla zysku, dla zysku, dla zysku”, przez chwilkę puzzle wskoczyły na swoje miejsce.Nie nazwałbym tego jakimś nagłym oświeceniem, iluminacją czy genialnym olśnieniem.Wszak to byłoby wyważanie otwartych drzwi, za którymi wcale nie czai się, tylko stoi w pełnej krasie wiedza, jak to pieniądz napędza wydarzenia.W zasadzie żadne odkrycie, ale bardziej uderzyła mnie kompleksowość tych nowych i starych informacji w pełnym świetle i zwartej  konfiguracji. Takie zdziwienie oczywistością, kiedy często na pograniczu snu pozornie nieistotne,niepasujące do siebie elementy składają się na spójną całość. W sumie „oczywista oczywistość”, że od wieków chęć zysku i władzy splecione w śmiertelnym uścisku skłaniają ludzi do podłości wszelkiego kalibru spowodowała, że zacząłem się zastanawiać nad tym, czy aby teorie spiskowe to tylko teorie. Kiedyś wojny na przykład miały charakter zrywów bardziej masowych, w sensie motywacji mas liczących na łupy,choć decyzję podejmowała w zaciszu garstka. Dziś odbywa się to bardziej medialnie a profity rozkładają się znacznie bardziej elitarnie.
Tak jak współcześnie prowadzenie polityki, wojen, decyzje o uruchamianiu czy powstrzymywaniu wielkiej wędrówki ludów, mimo pozorów demokracji, są domeną nielicznych. I to niekoniecznie polityków, tak chętnie mydlących oczy dobrze brzmiącym określeniem transparentności.
Taka na przykład wojna w Syrii- nadal dla wielu osób jest źródłem pytań, a dla całych grup argumentem za lub przeciw polityce dowolnie wybranego mocarstwa. Albo tego kogoś, komu przywódcy danego mocarstwa sprzyjają czy służą.Komu jest na rękę syryjskie piekło? W zasadzie wszystkim, oprócz Syryjczyków. USA w sprawdzony sposób „zaprowadza demokrację”, osłabiając władzę Assada sprzyjającego Iranowi, z którym wspólnie optował za rezygnacją z bezwartościowego dolara w rozliczeniach za ropę. Poza tym dobrze jest mieć wpływ na cenę ropy -nawet niekoniecznie chodzi o zagarnięcie złóż, bo to skuteczny instrument nacisku na Rosję i Chiny. Rosja z kolei ma okazję podreperować opinię w świecie po krymskiej i donieckiej awanturze, pokazać siłę swojej armii i przypomnieć światu o swoich mocarstwowych ambicjach. Dla pierwszych to TROSKA o demokrację i prawa człowieka (zupełnie ignorowane w przypadku ich sojuszników-Saudów) , dla drugich to TROSKA o los cywilów i światowy pokój. Izrael też raczej do specjalnie zmartwionych sytuacją w Syrii nie należy -wszak osłabia to sojusznika Teheranu, a i fala uchodźców kieruje się na Europę, więc mniej ich zostaje w otoczeniu państwa żydowskiego. Arabia Saudyjska stojąca na czele świata sunnitów i rywalizująca z Iranem oraz Syrią o prymat w regionie też ma powody do satysfakcji politycznej. Rywale osłabieni, a TROSKĘ o ofiary cywilne wyrazić można nie przyjmując do siebie uchodźców, tylko oferując budowę 200 meczetów w Niemczech. W ten sposób wyznacza się kierunek wygnanym przez wojnę z domów, spełnia się obowiązek jałmużny i przyczynia się do poszerzenia zasięgu islamu. Podobnie Turcja może nie tylko ugrać dla siebie grubą kasę z Unii
(łącznie z perspektywą akcesji), ale tez przy okazji przyczynia się do zmniejszenia populacji Kurdów, a na dokładkę po cichutku skupuje tanią ropę od ISIS, żeby ten nowotwór za szybko nie uwiądł. Wszyscy zyskują, dlatego to tyle trwa. I tak jak w tą wojnę cały czas pompuje się pieniądze, żeby za szybko się nie skończyła. Podobnie cały ruch uchodźczy do Europy też nie odbyłby się bez wtłoczenia odpowiedniej ilości mamony.No bo jak wyjaśnić, że po dopiero pięciu latach wyniszczającej wojny, nagle w tym samym momencie takie rzesze decydują się na migrację i to za tak ogromne sumy. Wyobraźmy sobie sytuację w okupowanej Polsce w 1944 roku. Kogo byłoby stać na proporcjonalnie tak ogromne kwoty dla przemytników, choćby przez Bałtyk. Bez zasilania z zewnątrz nie byłoby to możliwe,zwłaszcza w tak masowej formie i z taką synchronizacją. A co do intencji i pochodzenia (nie wszystkich oczywiście) uchodźców, to przygraniczny stos wyrzuconych i poniszczonych paszportów też jest wiele mówiącym obrazkiem. Skoro uciekają przed wojną, to dlaczego pozbywają się się dowodu na własny status. Czyżby nie byli ofiarami- więc kim? Oprawcami, osobami spoza regionu konfliktu? Zresztą same paszporty też niczego nie dowodzą, skoro po zajęciu Aleppo za kilkaset dolarów można było kupić czyściutki paszport i umieścić w nim swoją nową syryjską tożsamość.

I tak jak wojna w Syrii wydaje się wszystkim okolicznym graczom na rękę, tak często w rozmowach przytaczana Korea Północna ze swoim nieobliczalnym reżimem nikomu nie wadzi. Częste pytania retoryczne o TROSKĘ Amerykanów, związaną z niesieniem demokracji i praw człowieka, którą to nie obejmują Korei, wydają się być naiwne w swym traktowaniu Wielkiego Brata zza oceanu jako gwaranta dobra. A akurat istnienie reżimu z Pjongjang okazuje się być wygodne dla wszystkich wokół. Dla Amerykanów to jest element powstrzymywania przed ekspansją Chin. Na dokładkę kosztowny finansowo i wizerunkowo podopieczny Pekinu to prawdziwe enfant terrible w świecie globalnej polityki. Dla Chińczyków podzielona Korea, w przeciwieństwie do zjednoczonej, nie stanowi konkurencji, a w dodatku to niezły straszak przeciw Japonii i element absorbujący uwagę USA. Dla Rosji to kamień w bucie Chińczyków i Amerykanów, który, póki jest w takiej formie jak obecnie,nie wpadnie w ręce żadnego z nich. Japończycy wolą podzieloną Koreę, bo zjednoczona byłaby tradycyjnie antyjapońska. Nawet sąsiedzi z południa nie garną się do wyzwalania i jednoczenia swych północnych braci, bo nie uśmiecha im się łożenie na biedotę z raju Kimów.

Pytanie, dlaczego w ogóle wojna w Syrii się zaczęła i skąd wzięło się ISIS. To w zasadzie skutek wcześniejszej wojny i polityki destabilizowania Bliskiego Wschodu przez politykę TROSKI o demokrację. Cała ta arabska wiosna sponsorowana przez CIA miała być od strony propagandowej walką z uciskiem i dyktaturą, obroną praw człowieka i wielką promocją wolności. W rzeczywistości chodziło o utrudnianie eksportu ropy i gazu do Chin, będących dziś importerem 60% wydobycia z Iraku i Syrii. A jednocześnie będących głównym rywalem USA na świecie, a zwłaszcza w Azji i Północnej Afryce. Destabilizacja regionu miała ostudzić inwestycyjny zapał Chińczyków, którzy starają się inwestować, gdzie się da, zdając sobie sprawę ze spadającej wartości dolara u swojego największego wierzyciela, którego jedyną receptą na kryzys jest dodruk zielonych papierków. O, przepraszam -drugą metodą jest ucieczka do przodu w zaangażowanie w konflikty napędzające jankeską koniunkturę. Po prostu wojna z Iraku się rozlazła po Syrii, a powstanie ISIS, w sumie jako mniej lub więcej kontrolowany i zamierzony efekt uboczny okazało się zjawiskiem będącym Waszyngtonowi na rękę. ISIS w zasadzie połknęło Al-Kaidę (słyszał o niej kto ostatnio?), a to bardzo ułatwia walkę z islamskim dżihadem -wszak prościej walczyć z umiejscowionym konkretnie kalifatem, niż z amorficzną siecią rozproszonych komórek.

Oczywiście to wszystko tak wygląda w sporym uproszczeniu, co jednak nie zmienia prostego mechanizmu. Za działaniami stoją grupy interesów skupione w rękach konserwatywnych najczęściej biznesmenów, z wiekową tradycją wyciskania pieniędzy z kamienia i filtrowania z go z łez. Korporacje, koncerny i kartele mniej i bardziej oficjalnie stoją za największymi konfliktami powojennego świata ( o obu wojnach to temat na osobną książkę a nie artykulik), a sztukę autopromocji i odwracania kota ogonem opanowali w tym czasie do perfekcji. Nie chodzi tylko o operacje pod fałszywą flagą i prowokowanie różnych incydentów jako casus belli czy sfingowanie informacji o rzekomych zbrodniach czy posiadanej broni. To machina propagandowa o porażającym zasięgu i demonicznej przewrotności. Nawet tak oczywista rzecz jak prawa człowieka została zdefiniowana w sposób mający na celu umożliwienie ingerencji w sprawy wewnętrzne państw, znajdujących się w orbicie zainteresowania grup interesu.Tak jak kilka fundacji broniących praw człowieka w ramach demokracji obywatelskiej próbowało za pomocą wpływów przejąć władzę w Egipcie. Jeden z przedstawicieli waszyngtońskiej administracji,Thomas Carothers bez zażenowania stwierdził, że „tam,gdzie demokracja pasuje do narodowego bezpieczeństwa i interesów gospodarczych Ameryki, USA promuje demokrację[…]Tam, gdzie ściera się z innymi poważnymi interesami – ma mniejsze znaczenie, a nawet jest ignorowana”. Identycznie brzmiące stwierdzenia ze strony rządu Egiptu zostały potraktowane przez Biały Dom jako kreowanie spiskowej teorii dziejów.Tak samo jak TROSKA o los Libijczyków pod rządami Kadafiego kazała Amerykanom zbombardować Trypolis i doprowadzić tam do chaosu. Owszem była to najwyższa TROSKA o los dolara, kiedy się okazało, że libijskie rezerwy złota mogą doprowadzić do posługiwania się mającym realną wartość dinarem w operacjach związanych z handlem bliskowschodnią ropą. I mogłoby nie wystarczyć dodrukowanie milionów zielonych papierków bez żadnego pokrycia. To samo w Iraku -TROSKA o los świata w obliczu zagłady bronią chemiczną Saddama i o los Irakijczyków spowodowała zrujnowanie całego kraju. Broni, jak wiadomo, nie było, ale za to jaki to wspaniały interes poszedł za interwencją. Najpierw zamówienia rządowe dla zbrojeniówki, potem darmowy poligon w warunkach bojowych, kontrakty firm naftowych powiązanych z klanem Bushów, a na koniec gigantyczne kontrakty na odbudowę tego ,co się samemu zburzyło. No i Texaco, Lockheed, KBR  oraz Halliburton prosperują świetnie. Irakijczycy mniej.

To samo, co widzimy w newsach dotyczących międzynarodowej polityki w geopolitycznej skali makro, odbywa się w każdej dziedzinie życia, gdzie politycy i ich zleceniodawcy mają swoje wpływy i zyski opakowane we frazesy o TROSCE o nasze dobro.W światowym rolnictwie na przykład, działania nastawione na zysk spowodowały dziesięciokrotne zwiększenie plonów pszenicy. Ktoś powie – fantastycznie, i pewnie patrząc z perspektywy wytwórców i głodujących społeczeństw będzie miał racje. Cóż kogoś obchodzi, że samopsza, będąca przodkiem dzisiejszej pszenicy, zawierała materiał genetyczny mieszczący się w czternastu chromosomach, a dzisiejsza pszenica, która nie mogłaby przetrwać w środowisku bez pomocy człowieka, zawiera czterdzieści dwa chromosomy. Kto by w chlebie chromosomy liczył. A, że zawiera 80% glutenu? To tym lepiej -jak się fajnie ulepia.A to, że zalepia też jelita i powoduje cały szereg chorób, głównie autoimmunologicznych …cóż wszystko ma swoja cenę. Znawcy tematyki związanej ze zdrową żywnością mawiają, że śmierć zaczyna się w jelitach. No, ale kto tam zagląda ? Nie ma się co czarować, pieczywo z glutenem jest smaczne, pszeniczne, białe bułeczki, chrupiące chlebki, soczyste pączki i rumiane ciastka wygrywają z orkiszowymi gnieciuchami i razowcem z trocin. A co mają do tego przedstawiciele wielkiego kapitału? Oczywiście, że to wielkie koncerny stoją za gigantycznymi zyskami z coraz bardziej wyjałowionych pól. Szacuje się, że wskutek obecnego sposobu gospodarowania, gleba w Ameryce utraciła 85% swoich składników mineralnych. W TROSCE o rolnika i konsumenta trzeba w glebę wsypać więcej nawozów, żeby mogło na niej wyrosnąć więcej zmodyfikowanej pszenicy. Przecież nie o zysk tu chodzi, a o wyżywienie ludzkości. Co prawda sto lat temu z pieniędzy wydanych na zakup żywności do rolnika trafiało 41% zysków,do producentów maszyn i środków wspomagających wzrost -15%, a ponad 44% do pośredników. Dzisiaj rolnik z zysku całkowitego uzyskuje ledwie 9%, producenci nawozów i maszyn maja 25% a supermarkety 67%. Tak się rozkładają zyski producentów i tych, którzy na ich pracy zarabiają samą dystrybucją skupioną w rękach wielkich korporacji i firm. Do wyjałowienia gleby traktowanej ciężką chemią dochodzi jeszcze problem powstawania groźnych superchwastów, z którymi nie są w stanie poradzić sobie coraz nowsze herbicydy i pestycydy. Natury się nie oszuka i zawsze znajdzie ona swoją drogę do przetrwania. W wyniku stosowania preparatu Roundup firmy Monsanto (pioniera w poprawianiu natury za pomocą GMO) gigantyczne, kilkumetrowe chwasty rozpleniły się na obszarze trzykrotnie większym od terenu Polski. I każde nowe pokolenie tych chwastów jest odporniejsze na działanie pestycydów od poprzedniego. No, ale pszeniczne bułeczki tańsze i smaczniejsze. I dla wszystkich na razie ich powinno wystarczyć. W kwestii samego smaku też na skalę przemysłową epidemię obżarstwa zawdzięczamy koncernom chemicznym. Częsty składnik (sam bezsmakowy) naszych produktów żywnościowych, oznaczony groźnym symbolem E-621, czyli glutaminian sodu to przecież przyjazny człowiekowi wyciąg z wodorostu -listownicy japońskiej. Od dawna stosowany w kuchni orientalnej,a więc spokojnie, z pewnością jest przyjazny.TROSKA o samopoczucie naszych podniebień kazała firmom odpowiedzialnym za rozkosze kulinarne ładować bez opamiętania ten neurotoksyczny związek, aż zapomnimy naturalnego smaku potraw. Słowo „zapomnimy” brzmi tu przewrotnie dwuznacznie, gdyż mimo zapewnień agend związanych z dopuszczaniem do obrotu konsumpcyjnego  substancji (te agencje to FDA,FASEB czy JECFA,wszystkie powiązane z WHO wielokrotnie skompromitowaną powiązaniami z płacącymi za przymykanie oczu koncernami), neurolodzy uważają, że E-621 upośledza powstawanie nowych połączeń w mózgu, co przyczynia się do rozwoju sklerozy i Alzheimera. Co ciekawe, przed umasowieniem stosowania glutaminianu o Alzheimerze mało kto słyszał. A może słyszał, ale zapomniał. Przypadek? Nie sądzę. O samym GMO można by pisać godzinami, ale to problem, z którym nie zamierzam się mierzyć, bo zbyt mało jest wiarygodnych ,kompleksowych badań i miarodajnych wyników. Stosowanie laboratoryjnie zmodyfikowanych odmian (bo nie chodzi o krzyżowane „na polu”) jest na tyle świeżą sprawa, że nie znamy długofalowych skutków oddziałujących na konsumentów. Na razie roślinki są bardziej wydajne,odporne i mniej wymagające. A czy my będziemy -chciałbym wierzyć, że tak.

Skoro już o zdrowiu mowa, to tutaj też mamy moc wspaniałych przykładów TROSKI producentów leków o to, żebyśmy mogli się leczyć i nigdy nie wyzdrowieć. No bo przecież zdrowi nie potrzebują medykamentów na wszystko -od biegunki po bezsenność wywołaną leczeniem alergii, od środków przeciwbólowych po leki hormonalne, których skutki trzeba zwalczać środkami przeciw zakrzepicy.Większość lekarzy, niestety, i to nie tylko na naszym rodzimym podwórku, leczy objawowo, nie wgłębiając się w przyczyny chorób. Panaceum na skórę to sterydy, na infekcje to antybiotyki, na nerwice i bezsenność sypną psychotropem czy innym barbituranem. Przyklepać, zalepić, zasmarować, wytłuc bakterie wrogie hurtowo z przyjaznymi. Potentaci farmaceutyczni uzupełnią zapasy aptek w każdej ilości. Pewnie stąd popularność doktora House’a -nie tylko lubimy w nim ekscentrycznego geniusza, choćby i szukał po omacku i metodą prób i błędów dochodził do źródła choroby. Ale on przynajmniej szuka przyczyn. Cały jego zespół leczy pacjenta holistycznie -marzenie każdego chorego o wyleczeniu z choroby, a nie tylko powstrzymaniu objawów. Ale to nie takie proste przy priorytetowym podejściu do chemii i skalpela. Nawet najbardziej skuteczne metody leczenia biorezonansem czy marihuaną leczniczą są bagatelizowane, wyśmiewane i zwalczane przez akademickie medyczne towarzystwa wzajemnej adoracji. Czy raczej grupy wzajemnych interesów. A na temat wpływu grup przemysłu chemiczno- farmaceutycznego na wielką politykę i wzajemne powiązania z tym światem bardzo ciekawe (choć może trochę ogólnikowe) spostrzeżenia wygłasza Dr Matthias Rath. Ale to temat, w ogóle na osobny artykuł. Prawdziwe oblicze tej gałęzi zysku pokazał zresztą milioner Martin Shkreli, obecny właściciel Turing Pharmaceuticals, podnosząc cenę leku Daraprim z 13,5 $ do 750$. Oczywiście cena leku, którego produkcja kosztuje ok. 1$ wzrosła, aby zyski przeznaczyć na intensywniejsze badania nad terapiami i kuracjami zwalczającymi AIDS. Cóż za TROSKA znowu.

Przedstawiając pobieżnie kilka tylko dziedzin życia -wszak ogrom TROSKI, jaką otaczają nas wszyscy właściciele świata, pochylający się nad naszym dobrem jest niezmierzony-chciałem tylko podzielić się kilkoma przelotnymi refleksjami. Rozwlokło się niemal w elaborat. A przecież jest tyle płaszczyzn, na których da się zauważyć działania możnych i wpływowych osób, agend i organizacji podszyte grubymi plikami banknotów. TROSKA o równe szanse w oświacie ściągająca poziom nauczania i wymagania w dół. Rzekomo, aby każdy mógł szkołę ukończyć, w rzeczywistości obniża się jakość i znaczenie matury, studiów i tytułów naukowych. Parytety płciowe i rasowe -niby w imię wyrównywania szans, w rzeczywistości są sposobem manipulacji i zarządzania kapitałem ludzkim według własnego uznania i sobie wygodnych kryteriów. Przestają się liczyć wiedza i umiejętności, a wracają punkty za pochodzenie. Tak, jakby ktoś zawdzięczał sobie płeć czy kolor skóry -no, ale TROSKA o równe szanse jest ważniejsza, niż poziom uniwersytetu. A jeżeli poziom spadnie …nie szkodzi ,niedouczonymi łatwiej przecież rządzić. Kultura w mediach? Tu także papka i sieczka serwowana za pieniądze abonenta w imię dobrej zabawy, zrozumiałej dla wszystkich -telenowele, festiwale tańca i śpiewu, dużo seksu, mało refleksji, jarmark i hucpa. Bo nie ma potrzeby głębszych emocji, analizy i refleksji -wszak człowiek po pracy powinien odpocząć, żeby jutro mógł znowu iść z wigorem pełnić rolę trybiku w wielkiej machinie. Swoistym symbolem współcześnie lansowanej przez media kultury są reality show, gdzie przez chwilę można pożyć cudzym życiem, zaznać luksusu lub dreszczu ryzyka, dokonać szybkiej oceny, czy jest się lepszym i mądrzejszym albo bardziej moralnym( ostatnio przytkało mnie, kiedy na Discovery zobaczyłem zwiastun programu z tego gatunku, gdzie cały sens odcinka polegał na tym, czy w pół godziny ktoś pójdzie do łóżka ze świeżo poznaną osobą). TROSKA twórców i sponsorów tych programów o nawet najbardziej upośledzonego mentalnie widza jest wzruszająca- naprawdę widać, że każdy ma prawo do rozrywki. A oglądalność przełoży się na wypłacalność.
Wydaje mi się, że praktycznie za każdym działaniem na masową skalę stoją te same lub przynajmniej skoligacone ze sobą grupy kapitału, cyniczne, pozbawione zasad i skrupułów, zabetonowane na swoich konserwatywnych pozycjach, gotowe nawet sponsorować coś, czemu w głoszonych pryncypialnie poglądach są przeciwne. Nawet będące w stanie opłacać polityków i działaczy lewicy, aby ci walczyli o sprawy biegunowo odległe od interesu konserwatystów świata wielkiej finansjery. Tak w ocenie Witolda Gadowskiego (z którą w dużej mierze się zgadzam) działa mechanizm  opłaconej i zaprogramowanej autokompromitacji lewicy. Niech politycy i działacze zajmują się aborcją, gejami, legalizacją halucynogenów i eutanazji, niech feministki zakładają papierowe torebki na głowę, a o aborcji niech wielokrotnie  wypowiada się kobieta po trepanacji foremką do pierników. Byle lewicę kojarzono z tęczową flagą, ustawkami na ostentacyjne opuszczanie kościoła i publicznym paleniem ogromnych skrętów. Byle lewica nie zajmowała się kwestiami dystrybucji dóbr, polepszeniem bytu pracowników, rozwarstwieniem ekonomicznym, dysponowaniem publicznym groszem i machlojkami na styku biznesu i polityki. To widać i w Polsce, i na świecie. Wszędzie, gdzie społeczeństwa powoli odchodzą od lewicy zajmującej się marginalnymi z punktu widzenia zwykłego zjadacza chleba problemami,wszędzie ,gdzie jest więcej Środy niż Ikonowicza. A szkoda, bo mimo moich często prawicowych sympatii, uważam, że potrzebna jest równowaga i jednostronna scena polityczna to jakaś aberracja. Ktoś jednak to sobie sprytnie zaplanował, żeby bezpiecznie zarządzać za kulisami -bez zagrożenia rozliczeniem, osądzeniem czy buntem. I bez niewygodnych pytań.

Tak już na sam koniec -jeśli ktoś z wielką TROSKĄ pochyla się nad naszym dobrem, to tym mocniej powinniśmy tego dobra pilnować, bo apetyt na ogołocenie nas z dóbr wszelkich lewiatany dziedzin wielu mają przeogromny i nienasycony.