WÓDKA, KOBIETY I ŚPIEW

Za drugi w kolejności sport narodowy Polaków (po piłce nożnej oczywiście) można uznać picie. To właśnie w naszym kraju odnotowano rekordowe stężenie alkoholu we krwi. W 1995 roku pewien mężczyzna spowodował wypadek samochodowy będąc pod wpływem. Nic niezwykłego, prawda? Badania wykazały jednak stężenie rzędu 14,8 promila alkoholu. Co ciekawsze, mężczyzna zmarł kilkanaście dni później na skutek odniesionych w wypadku obrażeń.

Nasze niezwykłe „zdolności” są znane i niejako doceniane również poza granicami kraju. Na ten przykład butelki duńskiej wódki w latach 70. podobno opatrzone były etykietką: „Dawka śmiertelna 4,5 promila alkoholu we krwi; nie dotyczy Polaków i Rosjan”. Faktem jest jednak to, że lubimy się napić. Trudno wyobrazić sobie rodzinną imprezę bez choćby jednego kieliszeczka wódki. Albo dwóch, wszak na drugą nogę napić też się trzeba! Do tego nieśmiertelne grzybki marynowane, śledzik albo galareta; dla bardziej wymagających tatar lub koreczki. Czy to wesele, urodziny, czy też zwykłe spotkanie towarzyskie – okazja do toastu zawsze się znajdzie. A towarzystwo wódki staje się idealnym pretekstem do snucia historii wszelakich. O tej burzliwej pierwszej miłości, której wspomnienie przywołuje łyk taniego wina. O pierwszym kacu-mordercy i niezawodnych sposobach na podryw. Wszystko to przy akompaniamencie na wpół bełkotliwych przyśpiewek.

„Knajpa” w reżyserii Zbigniewa Stryja jest historią przeciętnego Polaka. Bo kto z nas choć raz nie stracił w pubie poczucia czasu albo (co gorsza) godności, a o poranku nie zarzekał się, że już nigdy więcej ani łyka? Bar to miejsce, w którym rozmowy są głośniejsze, dyskusje bardziej zażarte, dowcipy zabawniejsze. Alkohol natomiast przemienia zwykłego szaraka w mistrza parkietu, a milczka w wielkiego oratora. Działa też lepiej niż photoshop w rękach znakomitego grafika. Nie dziwi więc to, że spektakl spotkał się z pozytywnym przyjęciem publiczności. Pozwolił być może rozbudzić wspomnienia minionych dni i przywołał uśmiech. Za jednym zamachem przedstawił różne oblicza upojenia alkoholowego; od tych pożądanych, przez zabawne, aż po godne pożałowania i uciążliwe.

Fabułę przedstawienia tworzą znane utwory folkloru ulicznego, zakazanych zaułków wielkich miast, „standardy pieśni chóralnych pod toast” oraz rockowe evergriny i mroczne songi bardów przeklętych. Krótkie wątki pojedynczych piosenek przeplatają się, tworząc panoramiczny obraz typowej klienteli standardowego pubu w sobotę wieczór. Bo to właśnie ta noc, zwieńczenie całego tygodnia wytężonej pracy, jest czasem, gdy czujemy się na równi z bogami. Nie liczy się nic, tylko tu i teraz. Wszelkie podziały społeczne zanikają i bogaty bankowiec pije brudeszafta z budowlańcem. Jeden jest tylko człowiek, któremu każdy powinien się podporządkować – barman. To on decyduje, kiedy skończy się twoje 5 minut chwały.

Katarzyna Łacisz-Kubacka, Robert Lubawy, Dariusz Czajkowski, Grzegorz Cinkowski oraz (występujący gościnnie) Kazimierz Mazur tworzą zgrany zespół. Mnogość kreowanych przez nich postaci nie przytłacza; wręcz przeciwnie, odbiór sztuki jest prosty i przyjemny. Wyrównana gra aktorska sprawia, że trudno doszukać się na tym polu jakichkolwiek słabych punktów. Każda osoba dostaje szansę pokazania swoich umiejętności; jak na przykład Dariusz Czajkowski i jego gitarowe solo. Również od strony muzycznej, a szczególnie wokalnej spektakl spełnia postawione przed nim oczekiwania. Nie jest w stu procentach czysto, ale nadaje to tylko realizmu – po alkoholu z pewnością nawet Elton John nie śpiewa idealnie.

Jedyne, czego może trochę brakować jest słowo mówione. Fakt skonstruowania przedstawienia jedynie z piosenek z pewnością wyróżnia „Knajpę” na tle innych zabrzańskich propozycji (jest to pierwszy spektakl muzyczny od lat). Sprawia jednak, że przedstawienie przyjmuje na siebie znamiona koncertu, który często mógłby pochwalić się nie mniej rozbudowanym fabularnie show. Nie jest to jednak rzecz, która odbiera przyjemność z obcowania z „Knajpą”. Połączenie takiej, a nie innej formy z taką, a nie inną tematyką sprawia, że sztukę tę przyrównać można do kufla zimnego piwa – większość zadowoli.