WYŁĄCZCIE MIKROFON DINOZAUROM ROCKA

Zbigniew Hołdys to legendarny założyciel Perfectu, autor wielu przebojów i światowej klasy gitarzysta. To też aktywny użytkownik mediów społecznościowych, politycznie zaangażowany publicysta,  który nie stroni od kontrowersji. Kilka dni temu w internecie zawrzało, gdy Newsweeku ukazał się felieton Hołdysa zawierający komentarz autora na temat stanu polskiej muzyki, potrzeby poszukiwania muzycznych buntowników, przyszłych autorów rockowych hymnów młodego pokolenia. Oto fragmenty:

Memy gasną po tygodniu, snapy po paru sekundach, klik w internecie nie ma znaczenia, ludzi się zapomina, a piosenka „Kocham wolność” zespołu Chłopcy z Placu Broni wygrywa właśnie trójkowy Top wszech czasów, choć ma 26 lat! To piękna pieśń i dodaje otuchy. „Dziwny jest ten świat” Niemena ma lat 50. „Autobiografia” czy „Chcemy być sobą” Perfectu po 35, „Moja i twoja nadzieja” Heya ma już 25 lat, zespół nią debiutował! Wreszcie „Mury” Lluisa Llacha z tekstem Jacka Kaczmarskiego nagrano w 1980 r., czyli 35 lat temu! A Wy? Co z Wami, dzisiejsi 16-25-latkowie?! Nie wydacie z siebie głosu?

Trudno mi uwierzyć, by dzisiejsze pokolenie nie pozostawiło po sobie żadnej pieśni. Jest mnóstwo znakomitego polskiego rapu, który nie ma jednak tej nośności, jaką ma piękna melodia z pięknym słowem. Rap jest wielki, to najmocniejszy od lat głos sprzeciwu, szacun mój ogromny dla Taco Hemingwaya, jedynego dziś wirusa nowego pokolenia, który ma w sobie wszystko, co potrzebne,by zostać nosicielem megawolnościowej zarazy. A jak się ma wolność w duszy, wtedy się jest człowiekiem, który nie macha ręką, nie odwraca oczu, nie udaje, że nic się nie dzieje. […]

Jak się ma wolność w duszy, to się zostaje Korą, Owsiakiem, Maleńczukiem, Niemenem, Martyną Jakubowicz i Tomkiem Lipińskim, którego „Nie wierzę politykom” spokojnie mogłaby wykonać jakaś grupa młodzieży maszerującej przed Schetyną i Petru. Albo Lechem Janerką, którego „Konstytucje” mają dziś moc przepowiedni.

Przeboje 2.0

Hołdys pokazuje w tym tekście – i nie jest to jego pierwszy raz – że niewiele rozumie z otaczającej go rzeczywistości. Wie czym jest snap i codziennie twittuje, świadom jest znaczenia słowa mem i specyfiki tego internetowego zjawiska. Nie wpływa to jednak w żadnym stopniu na efekty jego namysłu nad zastanym światem. I nie piszę tego, żeby z „ejdżystowskich” pozycji krytykować słynnego muzyka, po prostu pomysł, że w dzisiejszej Polsce miałby się narodzić przebój na miarę Autobiografii, a młodzież miałaby go śpiewać na establishmentowych manifestacjach, wydaje mi się niedorzeczny. I to do tego stopnia, że tę myśl postaram się rozwinąć.

Rozwój szybkiego internetu, aplikacji mobilnych oraz możliwość analizowania big data – ogromnych zbiorów danych jakie pozostawia każdego dnia w internecie każdy z nas – umożliwiają stworzenie spersonalizowanej oferty kulturalnej dla każdego użytkownika Sieci. Nowe media silnie opierają się na koncepcji prosumenckości – współuczestnictwa konsumenta w tworzeniu zawartości medium. O ile zawężanie przekazu do zainteresowań konkretnego odbiorcy jest dość skomplikowane w przypadku tradycyjnych mediów: radia, prasy i telewizji, o tyle o wiele łatwiejsze staje się właśnie w internecie. Serwisy dostarczające filmy i seriale na życzenie (różne platformy VOD, Netflix), społecznościowe platformy wymiany plików audiowizualnych (YouTube, Vimeo) a w końcu także ostatnio bardzo popularne serwisy streamingowe, oferujące muzykę (Spotify, Tidal, Deezer, Apple Music) – to kanały, które prawdopodobnie notować będą stały wzrost, przejmując odbiorców „starych” mediów. Wśród młodych już to zrobiły.

Dostęp do Sieci nie skazuje słuchacza radia na katowanie się piosenką, której nie lubi, nudnym serialem albo filmem. Wystarczy przełączyć, samemu skomponować listę ulubionych utworów, wykupić dostęp do ulubionych treści albo cieszyć się tymi darmowymi, w zamian za wysłuchanie/obejrzenie kilku reklam. Przy takich technologicznych możliwościach personalizowania swojej medialnej biblioteki, zmniejszeniu się cen tych usług (miesięczny abonament Spotify kosztuje 20 zł i umożliwia legalne odtwarzanie i pobieranie setek tysięcy utworów) oraz szerokiej dostępności internetu, w tym mobilnego – naprawdę ciężko wylansować ogólnopolski hit. Już obecnie oferta radiowa jest na tyle bogata, że trudno sobie wyobrazić żeby np. Eska i Antyradio mogły grać to samo. Wraz z rozwojem oferty programowej radia i telewizji, skończyła się również era wielkich zagranicznych hitów w stylu nieśmiertelnej Macareny czy Coco Jambo. Rynek się drastycznie powiększył, telewizje muzyczne i radia zyskały konkretne profile by podzielić między siebie odbiorców, a unifikująca siła trzech programów już nie powróci.

Kto to jest młode pokolenie?

Po pierwsze więc: popularyzacja hymnu młodego pokolenia, może być dość skomplikowana ze względów technicznych. Po drugie: kto to jest to młode pokolenie? „Co z Wami, dzisiejsi 16-25-latkowie?! Nie wydacie z siebie głosu?” – pyta Hołdys. I nie wiem o co mu chodzi. Bo to pokolenie wydaje z siebie głos. W zeszłą sobotę (14.05) w Katowicach grupa kilku dziewczyn i chłopaków, bez żadnego instytucjonalnego wsparcia, bez większego doświadczenia i bez zaplecza finansowego, zorganizowała darmowy festiwal. Była muzyka hardcore/punk, wegańskie jedzenie, zawody deskorolkowe. Dziwny jest ten świat nikt nie zagrał, ale też i nikt z tego powodu łzy nie uronił. Scena black metalowa w Polsce kwitnie, jesteśmy kuźnią zespołów zdobywających międzynarodową rozpoznawalność. Mgła, Furia, Outre, Odraza – to grupy, których twórczość z pewnością nie charakteryzuje się „pięknymi melodiami z pięknym słowem”, jak chciałby Hołdys, natomiast nie można im odmówić ogromnej siły oddziaływania. Ignorancję Hołdysa widać gołym okiem również gdy zaczyna pisać o rapie. Taco Hemingway – z całym szacunkiem, bo nagrał dwie dobre płyty – to postać marginalna dla hip hopowego światka. Nierzadko wręcz wykpiwana. Ten warszawski raper, pochodzący z rodziny dyplomatów, ze swoimi opisującymi wielkomiejskie życie tekstami stał się bohaterem „generacji sojowego latte”. Nie umiem go sobie za to wybrazić jako „nosiciela megawolnościowej zarazy”. Myślę, że on sam też nie byłby w stanie. Znanym z liberalnych poglądów raperem jest również Łona, który właśnie wydał znakomitą płytę Nawiasem mówiąc. Jego pozycja na polskiej scenie jest dużo bardziej ugruntowana, ale może jest już dla Hołdysa za stary. Ciężko orzec. Rap w każdym razie daje o sobie znać dziesiątkami znakomitych utworów każdego roku, w różnych stylach kierowanych do różnych słuchaczy. Są więc wulgarne przyśpiewki generujące miliony wyświetleń na YouTube i tysiące fanów w gimnazjach – w tym celuje Gang Albanii. Z drugiej strony pojawiają się niepokojące futurystyczne wizje w utworach pod każdym względem dopracowanych do perfekcji, jak u PRO8L3Mu. Dla każdego coś miłego. Nie zapominiajmy również o disco polo, bo ten wyśmiewany muzyczny gatunek ma dwie ogólnopolskie telewizje, a piosenka Ona czuje we mnie piniądz zespołu Łobuz, została odtworzona już 40 mln razy. Viralowość to ta cecha internetowego kontentu, która teoretycznie mogłaby posłużyć zamierzeniom Hołdysa, problem w tym, że w Sieci dobrze rozprowadzają się treści zabawne, łatwe, trywialne i prawie zawsze głupawe. Dlatego obawiam się, że ewentualne nowe Mury mogłyby mieć z tym kłopot.

Milczenie i maszerowanie

Czy więc „młodzi milczą”? Oczywiście, że nie. Po prostu nie mówią jednym głosem. Nigdy chyba tego zresztą nie robili. I tu docieramy do sedna. Cała ta narracja o „milczącym pokoleniu”, to przypominanie wielkich ogólnopolskich przebojów, protest songów, których bała się ówczesna władza, wydaje się być projektowaną przez Hołdysa niebezpieczną paralelą. Można się bowiem z obecnym rządem nie zgadzać, można go krytykować, wychodzić na ulicę, prowadzić polityczną walkę w mediach i poza nimi. Czyli robić wszystko to, czego nie wolno było gdy swoje przeboje śpiewała Kora, Lipiński czy Janerka. Tworzenie wrażenia, że wróciła PRL i potrzeba głosu, który z piosenką na ustach obali reżim, jest niepoważne. Naprawdę niewiele jest tej młodzieży, która chciałaby śpiewać cokolwiek „maszerując przed Schetyną i Petru”. Skąd w ogóle przekonanie, że znajdą się jacyś młodzi muzycy chętni do komponowania przebojów dla liberalnych elit? Przecież to właśnie wyborcy w wieku 18-26 lat zagłosowali niemal jednogłośnie antyestablishmentowo. A to prawie zawsze będzie oznaczać, że nawet jeśli nie podoba im się teraz PiS, to pewnie nie podoba im się również Hołdys. Co więcej, trzeba być solidnie oderwanym od rzeczywistości, żeby próbować wcisnąć młodym etos Polskiego topu wszechczasów Trójki, jako jakieś pokoleniowe doświadczenie. A do tej spuścizny nawiązuje autor na każdym kroku. W pierwszej dziesiątce tego zestawienia najnowsza piosenka to List do M. Dżemu, wydana po raz pierwszy w 1991 roku. Miałem wtedy roczek. Gdyby Hołdys trochę baczniej przyglądał się temu co dzieje się w mediach społecznościowych, może dostrzegłby, że z „dinozaurów rocka” i „topów wszechczasów” młody internet raczej kpi. I to nie przebierając w słowach.

A akurat mocne słowa powinny być Hołdysowi znane. Jak lew bronił ustawy o ACTA, narażając się przy tym rzeszom internautów, którzy w odpowiedzi stworzyli o nim serię memów „Gdyby nie piraci, byłbym jak Eric Clapton”, nazwał również kiedyś Jarosława Kaczyńskiego ch… . Takie kontrowersje byłyby nawet zabawne, zawsze można je zrzucić na karb artystycznej ekscentryczności i obrony własnych interesów, problem jednak w tym, że równie ekscentrycznie Hołdys przyjmuje krytykę. Czy raczej: nie przyjmuje jej. Ilość banów jakie rozdał na twitterze spowodowała powstanie nawet małej społeczności „wyklętych”. Wszystkich, którzy się z nim nie zgadzają nazywa hejterami albo trollami i zamyka dyskusję (tu ciekawy tekst na ten temat). To jest prawdopodobnie jakaś wskazówka dlaczego Hołdys nie widzi, że – cytując klasyka – „życie jest gdzie indziej”. Z bańki w jakiej się zamknął – wraz ze swoją muzyką, młodością, latami 70-tymi i sporą dawką megalomanii – widoczność jest najwyraźniej wyjątkowo słaba.

PS. Panie Zbyszku, proszę mnie nie banować!