ZAKAZANY OWOC W TEATRZE NOWYM! „Śmiech wzbroniony” w reż. Zbigniewa Stryja

Przeciętny mężczyzna z klasycznym syndromem wieku średniego, młoda kobieta-jedna z wielu- próbująca ułożyć sobie życie oraz  muzeum- jak zawsze spokojne, choć nie zawsze zrozumiałe dla odwiedzających.
Te trzy – pozornie nieciekawe – elementy świata przedstawionego zaczynają stopniowo ,a zarazem  niebezpiecznie zaburzać równowagę świata przedstawionego. Nasz owoc dojrzewa.

Główny bohater (w tej roli Zbigniew Stryj) jest zmęczonym życiem facetem w średnim wieku, który postanowił dowartościować się (zwłaszcza w swoich własnych oczach) faktem posiadania kochanki. Skandal? Niekoniecznie. Nie zrozumie tego nikt, kto nie żył w tak zwanym ”szczęśliwym trójkącie”.

No właśnie! Ta misterna piramida iluzji, budowana przez lata,  zostaje brutalnie naruszona w momencie, gdy kochanka… nie chce już być kochanką.
I właśnie wtedy, gdy już prawie – my, widzowie- jesteśmy w stanie pochwalić ją za ten odruch uczciwości    i przyzwoitości (bo w końcu cudzy mąż to nic chwalebnego), nagle okazuje się, że właściwie nic dobrego z tego nie wynika.
A skoro korzyści z tego marne, trzeba przywrócić stan faktyczny.
Prośbą? Groźbą… Czemu nie? Prawowita małżonka  potrafi to zrobić jak nikt inny.
W końcu to ona  (paradoksalnie) cierpi na odejściu kochanki najbardziej..

Świetny tekst Miro Gavrana oraz brawurowa gra Zbigniewa Stryja w zestawieniu z komediowym zacięciem Joanny Romaniak przyniosły oczekiwany skutek.Widz dał się bowiem skutecznie wciągnąć w zabawną grę pozorów i z ciekawością oczekiwał na rozwój wydarzeń.

Jedynym mankamentem spektaklu -w mojej ocenie- były częste zmiany scenografii, bez których spektakl spokojnie mógłby się obejść (nie licząc oczywiście niezastąpionej kanapy w samochodzie!).
Może dlatego, że sama gra aktorów  i perypetie bohaterów były wystarczającym powodem, by utrzymać uwagę widza.

A ten – na pewno się śmiał – choć przecież  wyraźnie zostało mu powiedziane, że nie wolno.
A śmiech-jak to bywa z zakazanym owocem-smakował wybornie!