ZRÓBCIE SOBIE MIEJSCE na poezję Osieckiej

Z sentymentem powracam do wielu tekstów Agnieszki Osieckiej. Dziś nie będzie inaczej. Warto zanurzyć się w jej twórczości choćby na chwilę. Nie dlatego, że była genialna, ale dlatego, że potrafiła w jednym zdaniu zawrzeć uczucia nienazwane, w jednym słowie ukazać sedno cierpienia i tęsknoty.

Jej utwory pełne są czarnej  melancholii, gorzkiej dojrzałości  ale i przekornego liryzmu, niemającego zwykle nic wspólnego z banałem. A nawet jeśli, to nieudającego czegoś innego.

Świadoma swojej kobiecości i wszystkich konsekwencji z nią związanych tworzyła piosenki o takich jak ona. Marzących o rycerzach na białym koniu, o sławie, ale i prostym dotyku. Odnajdywała w samotności dostęp do własnego wnętrza i przelewała go na papier. A jednocześnie paradoksalnie stawała się odzwierciedleniem  całego kobiecego świata. Świata emocji  i ich „codziennego szaleństwa”, doprawionych solidną dawką gorzkiego humoru i autoironii.

Ot, po prostu Agnieszka Osiecka!

Piosenka Agnieszki Osieckiej w wykonaniu Magdy Umer

Agnieszka Osiecka

Zabawki Pana Boga

Wielki Boże białych koźląt,
czarnych owiec i Ameryk,
oddal od nas chmurę groźną
i pożarów toń.
Biednym dzieciom twojej ery,
słabym dzieciom twojej ery
podaj białą dłoń.

Ta dziewczynka, co tak płacze,
że sukienka nazbyt droga,
ten wodzirej, co wciąż skacze,
choć się skończył bal –
to zabawki Pana Boga,
to zabawki Pana Boga,
których trochę żal.

Ta kobieta, która nie śpi,
bo ją dręczy ciemna trwoga,
ten mężczyzna udręczony,
co hartował stal –
to zabawki Pana Boga,
to zabawki Pana Boga,
których trochę żal.

Tą kolędą z pretensjami
chcę ci dzisiaj dopiec,
bo też ty się bawisz z nami
jak niegrzeczny chłopiec.

Ten podróżny, co spostrzega,
że się nagle gmatwa droga,
ta tancerka, którą dusi
muślinowy szal,
ten, kto czuje, że już jutro
stanie przed nim dama sroga,
ten, kto nie wie,
że go czeka niebostrunna dal –
to zabawki Pana Boga,
to zabawki Pana Boga,
których trochę żal.

Tą kolędą z pretensjami
chcę ci dzisiaj dopiec,
bo też ty się bawisz z nami
jak niegrzeczny chłopiec.

Jeżeli gdzieś jest niebo

Nie wiedziałam, że tak blisko
jest to wszystko,
to wszystko, o co chodzi…
Nie wiedziałam, że tej zimy
zatańczymy,
zatańczymy jak w ogrodzie…
Nie wiedziałam, że się ręce
z tego tańca
jak z wieńca
nie rozplączą,
nie wiedziałam, że się serca
nigdy więcej,
nigdy więcej nie rozłączą,
nie wiedziałam, że to można – tak bez tchu…
nie wiedziałam, że ja także będę Ewą,
nie wierzyłam, nie czekałam, nie przeczułam w głębi snu
że jeżeli gdzieś jest niebo,
to tu, to tu.

Nie wiedziałam, że się serca tak ostudzą,
uwierzyłam, że umiera się parami,
nie wiedziałam, że się ludzie różnie budzą
jak okręty, nie te same, choć w tej samej wciąż przystani…

Nie wiedziałam, że to można – tak bez tchu…
Nie wiedziałam, że odfrunie, co się rzekło,
nie czekałam, nie cierpiałam, nie przeczułam w głębi snu,
że jeżeli gdzieś jest piekło,

to tu.

 

Król

Ta cisza ma ze śmierci coś
i coś z pogorzeliska,
po cichu ryczy ranny łoś
i rzadko gdzie się błyska.
Dostojnie kroczy ciszy król
i tyle w nim powagi,
w milczeniu smutek jest i ból,
a przecież król jest nagi.
Ten wieczór ma z pogardy coś
i coś tu pachnie klęską,
pochodnie zgasły jak na złość,
kto dłoń mi poda męską?
Dostojnie kroczy ciszy król
i tyle w nim powagi,
w milczeniu smutek jest i ból,
a przecież król jest nagi.
Ten uśmiech ma z podłości coś
i coś tu pachnie strachem,
zamknięte drzwi gdzieś zastał ktoś,
uciekła dziewka z gachem.
Wesoło kroczy śmiechu król
i tyle w nim jest blagi.
W tym śmiechu smutek jest i ból,
a przecież król, a przecież król jest nagi.

Mieszkańcy Siódmej Ulicy

Jest wieczór.
Mieszkańcy Siódmej ulicy
wracają do domu.
Za chwilę zdyszany listonosz
odstawi swój rower,
za chwilę
właściciel kamienicy –
ten pokłócony z aktorką
– pomyśli o sutej kolacji,
za chwilę
aktorka w czterech spódnicach wyprowadzi na spacer
siwiejącą suczkę,
za chwilę
będzie już naprawdę za chwilę
i przyjdzie zmierzch
i resztki kolorów wsiąkną
w niebieskie włosy i w czerwone trampki Murzynów…
I tak po kolei
wszystko pocznie powracać i wracać
i ty tylko, tylko ty
znikniesz chyłkiem między paltami,
jakby cię wcale nie było.